Mar 172014
 

W roku 2011, w Wołowcu, nakładem Wydawnictwa Czarne ukazała się kolejna reporterska książka Jacka Hugo-Badera – Dzienniki kołymskie, opisujące podróż Traktem Kołymskim. Reporter słynący z nietuzinkowych metod wojażowania, przemieszczał się z punktu A do punktu B głównie autostopem.


Dzienniki kołymskie – to opis wyprawy z Magadanu do Jakucka. Dystans, jaki przebył dziennikarz, przekroczył dwa tysiące kilometrów. Wielu internautów zarzuca Baderowi liczne błędy merytoryczne, a w niektórych miejscach przesadną fikcję. Mimo wszystko Bader potrafi umiejętnie wciągnąć czytelnika w lekturę. Książkę czyta się szybko. Nie wywołuje żadnych objawów znudzenia. Ludzie i miejsca, które odwiedza, sytuacje, których był świadkiem, wyglądają naprawdę autentycznie. Bader nie stwarza innej Kołymy. Nie stawia jej przed lustrem. Przedstawia ją taką, jaką jest w istocie. Już pierwsza strona omawianej książki daje czytelnikowi obraz tego, że opisywane będą wydarzenia i ludzie, których dziennikarz doświadczył i poznał osobiście. W niektórych momentach sam podejrzewa, że czytelnik napotka problem ze zrozumieniem danej kwestii. I tutaj dziennikarz wychodzi odbiorcy naprzeciw. Co robi? Tłumaczy, wyjaśnia, dookreśla, pozwalając zrozumieć:

Więc i mafia musi być, handlarze złota, bandziory wielkiego formatu, ale ulicznego, pospolitego bandytyzmu niewiele. Także dlatego, ze uciec stąd niełatwo.
To trzeba wyjaśnić.
Niełatwo, bo wszyscy mieszkańcy Kołymy, także więźniowie, dotarli na nią drogą morską. I do dzisiaj tylko tak można się z niej wydostać – pokazując dowód osobisty i kupując bilet na statek albo samolot. Zupełnie jakby Kołyma była wyspą. Stąd od dwóch z górą wieków tak się o niej mówi. Wyspą tak odległą, jakby w ogóle była inną planetą – więc i tak ją nazywają.

Wszystko (mafia, handlarze, bieda, więźniowie, bandytyzm) nieprzerwanie odbywa się nie gdzie indziej, tylko na Kołymie, miejscu uważanym za „złote serce Rosji”. To, co wynika z lektury w pierwszej chwili wydaje się bardzo proste, choć przez wielu ludzi niedoceniane. Bader przedstawia tych, którym bieda ukradła całe szczęście w życiu. Ludzie, którzy z nim rozmawiają, nie mają już nic więcej do stracenia. Żyją w jądrze systemu, który dla słabszych jednostek jest po prostu bezlitosny. Wcale nie myślą optymistycznie o przyszłości, bo gdzie ten optymizm miałby mieć rację bytu.
Bader chcąc nadać treściom większą autentyczność umieszcza w niej fotografie ludzi, z którymi odbył polemiki. Różnice społeczne są widoczne gołym okiem.
Niektórzy krytycy odnoszą się do „Dzienników…” z rezerwą; twierdzą, że Bader nie pisze nic nowego. Powtarza poniekąd schemat wykorzystany w „Białej gorączce”. Za największy plus książki można uznać fakt, że odważył się wybrać w podróż szlakiem zbliżonym do korespondenta,  dla którego cały Związek Radziecki był miejscem dzieciństwa – Ryszarda Kapuścińskiego. Warto zmierzyć się z tą książką, żeby móc sobie chociaż w najmniejszym stopniu spróbować wyobrazić, jak wygląda życie na Kołymie. Widział całe „złoto” Kołymy i tych, którzy tylko o nim marzą. Bader tam był.. On tego doświadczył. On się tym dzieli…

Rec.: Jacek Hugo-Bader, Dzienniki kołymskie, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011, br. daty wydania.

Mariusz Majta

Komentarz redakcji:

To smutne, że są jeszcze miejsca na ziemi, gdzie panuje bieda, smutek, głód. Podróżnicy mają szansę dotrzeć do takich miejsc i opowiedzieć o nich światu. Czy znajdziemy w sobie tyle siły, żeby zanieść tym ludziom nadzieję?

Share Button

WIĘCEJ DLA CIEBIE