Gru 122013
 

Zapewne niejednej i niejednemu z Was marzyło się kiedyś wyruszyć w świat na końskim grzbiecie. Dużo radości daje przejażdżka po lesie, a co dopiero długi, prawdziwy rajd konny!

Zanim jednak udacie na wyprawę na końskim grzbiecie, poświęćcie trochę czasu na naukę jazdy konnej. Przygotowaliśmy cykl krótkich artykułów wprowadzający do świata jeździeckiego, żebyście mieli okazję zaznajomić się ze słownictwem używanym przez jeźdźców. Resztę poznacie na ujeżdżalni…

Najlepiej rozpocząć naukę późną wiosną lub latem, z tego względu, że jest wtedy ciepło. Nie jest to, oczywiście, warunek konieczny, ale ułatwiający pierwsze kontakty z koniem, szczególnie dla zmarzluchów.

Zanim pojedziemy w teren (czyli na przejażdżkę poza stadniną), najpierw trzeba nauczyć się podstaw jazdy konnej. Jazdy rekreacyjne odbywają się na ujeżdżalni. Jest to teren ogrodzony, w kształcie czworoboku. Zimą w większości stajni jeździ się na hali, czyli krytej ujeżdżalni. Za to konie odpoczywają i pasą się na padoku (zwykle jest trawiasty).

Na pierwszą lekcję instruktor na pewno weźmie nas „na lonżę”. Tzn. właściwie nie nas, ale konia, na którym będziemy jeździć. Lonża to nazwa „sznurka”, na którym instruktor prowadzi konia po okręgu stojąc w środku. W tym czasie możemy swobodnie oswoić się z koniem podczas jazdy, bo instruktor cały czas go prowadzi, a nas instruuje, jak mamy siedzieć i co robić.

Nauka jazdy wygląda różnie w różnych szkółkach, u mnie po etapie lonży, który trwał godzinę, nastąpiła nauka skręcania. To nie jest tylko i wyłącznie kwestia „pociągnięcia” za wodze (czyli za to, co czasem mylnie jest nazywane „lejcami”), ale również prawidłowego dosiadu. Dlatego przy wyborze szkółki jeździeckiej, warto zwrócić uwagę, czy instruktor kompetentnie uczy techniki jazdy; czy mówi jeźdźcom, jak trzymać stopy w strzemionach, jak ustawić ręce itd. Ze swojego doświadczenia wiem, że jeśli nauczymy się źle podstaw, trudno nam będzie naprawić złe przyzwyczajenia. Od razu więc dbajmy o to, żeby zwracać uwagę na wszystkie elementy, a potem je tylko doskonalić.

Koń porusza się trzema podstawowymi chodami: stęp (czyli najwolniejszy, spacerowy), kłus (czyli taki nasz trucht), galop (bieg). Jest jeszcze cwał, który jest odmianą galopu i można go chyba porównać z naszym sprintem.

W książkach jeździeckich można poczytać, ile taktów ma każdy chód, ale początkującemu jeźdźcowi może to niewiele mówić. Najważniejsze jest siedzieć swobodnie w siodle, podążać za ruchami konia (ale nie nadmiernie) i skupić się na prawidłowym dosiadzie. W kłusie możemy albo anglezować (czyli unosić się w siodle w rytmie chodu konia), albo wysiadywać (czyli siedzieć w siodle, nie podnosić się) w kłusie. Galopujemy w pełnym siadzie. Jest jeszcze półsiad, kiedy lekko podnosimy się w siodle i pochylamy do przodu, opierając się na kolanach (nie stajemy w strzemionach!). Oczywiście, o tym wszystkim mówi instruktor i nie uczymy się wszystkiego od razu, ale krok po kroku.

Mój pierwszy kłus był na lonży i uczyłam się wtedy anglezować. Ważne jest, żebyśmy „siadali” w siodle we właściwym czasie. Ma to znaczenie, gdy jeździ się po ujeżdżalni, natomiast w terenie jest nieistotne.

Pierwszy galop jest przyjemny i radosny. Przede wszystkim nie musimy się już tylko „męczyć” w niewygodnym kłusie! Tak, kłus jest niewygodny, a przynajmniej za taki uchodzi 🙂 W galopie natomiast można sobie wygodnie „usiąść” (choć to chyba nie najlepsze słowo) i rozkoszować się jazdą. Wcale nie musi być szybko. Każdy chód ma swoje tempo.

Małgorzata Czekaj

Zdjęcia: freedigitalphotos.net

Ekwipunek
Pierwsze jazdy
Share Button

WIĘCEJ DLA CIEBIE