Wakacje

Z mężem poznaliśmy się dziesięć temu i od tego czasu jesteśmy nie rozłącznie wszystko co robimy staramy się robić wspólnie, nie oznacza to jednak, że jesteśmy idealną parą, która się nie kłóci, nie ma problemów czy konfliktów, jednak staramy się je bardzo szybko rozwiązywać i nie chować względem siebie urazy.
Po ośmiu latach chodzenia ze sobą jako para, zdecydowaliśmy że jesteśmy już na tyle dojrzali i świadomi, że postanowiliśmy stanąć na ślubnym kobiercu. Organizacją wesela i ślubu zajęliśmy się we dwójkę bez pomocy i rad osób trzecich. Wstyd się przyznać, ale z braku czasu i sił nie wyjechaliśmy nawet w podróż poślubną. Tak naprawdę to z powodu zbyt dużego ciężaru i ogromu obowiązków, które sobie świadomie nałożyliśmy na barki organizacja wyjazdu była na samym końcu naszej listy celów do realizacji. Dodatkowo zaraz po zaślubinach zarówno ja jak i mój mąż dostaliśmy propozycję awansu w pracy, co wiązało się z większą ilością pracy i brakiem możliwości załatwienia sobie wolnego, a jak już udało się uzyskać awans to byliśmy zawaleni robotą, bo wiadomo trzeba się wykazać na nowym wyższym szczeblu.
Obecnie jesteśmy już dwa lata po ślubie i nareszcie udało się nam wygospodarować trochę wolnego czasu na snucie planów o podróży poślubnej ( co z tego, że z dwuletnim opóźnieniem). Miał to być nasz pierwszy taki wspólny wyjazd na taką skalę, poza tym postanowiliśmy, że najwyższy czas rozpocząć starania o dzidziusia, a jak wiadomo po narodzinach dziecka rodzice poświęcają czas na malucha i raczej nie w głowie im wyjazdy na wczasy, więc to dla nas był tak jakby ostatni dzwonek. Wszystko to sprawiało, że chcieliśmy aby nasz wyjazd był wyjątkowy i niezapomniany.
Każde z nas w pracy z pół rocznym wyprzedzeniem zaklepało sobie dwa tygodnie urlopu w tym samym czasie. I zaczęliśmy poszukiwania miejsca w które chcielibyśmy pojechać, przeglądaliśmy masę ofert biur podróży, które kuszą kolorowymi ulotkami i atrakcyjnymi ofertami. Przyznam się, że wybór był dla nas bardzo trudny, ponieważ zastanawialiśmy się czy postawić na ekskluzywne wakacje, gdzie naszym głównym celem byłby odpoczynek, relaks, słodkie lenistwo i regeneracja sił przed kolejnymi wyzwaniami w drugiej połowie roku, czy może decydujemy się na aktywne zwiedzanie obcych nieznanych miejsc, z poznawaniem obyczajów, kultury i zabytków. Zrobiliśmy listę plusów i minusów, każdej ze stron i zdecydowanie więcej pozytywów miały wakacje tak zwane leniwe.
Po wyborze motywu przewodniego nadszedł czas na wybór miejsca i tu pojawiły się schody i to takie do samego nieba, ponieważ tych ofert byłą całą masa i szczerze powiedziawszy do każdego z tych miejsc chciała bym pojechać i jak miałam z tej całej listy wybrać tylko jedno. Żałowałam, że po prostu nie zrobiliśmy tego na zasadzie losowania, uniknęlibyśmy całego tygodnia zmarnowanego na czytaniu ulotek z biur podróży.
Zdecydowaliśmy się na Malediwy i na pobyt tygodniowy. Urzekły mnie te domki pod palmami i te widoki z morzem o czystej barwie błękitu, dlatego też wybór musiał być taki. Mieliśmy zarezerwowane miejsce w hotelu czterogwiazdkowym z wyżywieniem i minibarem no i najważniejsze z balkonem wychodzącym na morze.
Bardzo przeżywaliśmy z mężem lot samolotem, bo taką formą transportu podróżowaliśmy po raz pierwszy i na pewno dla każdego jest to dziwne uczucie być na takiej wysokości pośród chmur.
Gdy dotarliśmy na miejsce naszego noclegu nie mogliśmy się nadziwić wszystkim dogodnością jakie nas tam czekały, już od razu chcieliśmy zostawić bagaże w pokoju i rozpocząć korzystanie z nich, bo baliśmy się że nie wystarczy nam na to wszystko czasu.
To było najlepsze miejsce jakie mogliśmy wybrać na wakacje, dość, że wypoczęliśmy, zrelaksowaliśmy się to jak się później po miesiącu okazało właśnie na wakacjach udało się nam zajść w ciążę z naszą córeczką, dlatego też mamy jeszcze większy sentyment do tego miejsca. Postanowiliśmy, że jeżeli uda się nam jeszcze kiedyś wygospodarować trochę czasu na wyjazd to tylko i wyłącznie w to miejsce, oczywiście już nie we dwoje ale we trójkę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here