Sie 212013
 

 O odwadze poznawania, akceptacji inności, szacunku, miłości i radości – rozmawiamy z BARBARĄ MEDER, znaną podróżniczką i autorką książek „Babcia w Afryce” i „Babcia w pustyni i w puszczy”, mieszkającą w Australii.

Gdy pierwszy raz wzięłam do rąk Twoją książkę, myślałam, że będziesz opisywać podróże z wnukami. A tu niespodzianka! Opisujesz głównie swoje przygody i to bardzo ciekawie!

Nie podróżuję jako babcia, ale jako kobieta zawsze chłonna doświadczeń „inności” – świata i ludzi, robię to od dzieciństwa, najpierw z rodzicami, potem samodzielnie. Od kilkunastu lat jestem babcią, ale to nie zmieniło mojej pasji poznawczej. Niewątpliwie jednak, „bogactwo” doświadczenia życia umożliwia mi inne widzenie i przeżywanie kolejnych podroży.

PODRÓŻ DOOKOŁA ŚWIATA

Znana jest jako „babcia” podróżująca po Afryce. Ale wcześniej, jeszcze w latach 90-tych, w ciągu roku objechałaś cały świat!

Do czasu Afryki zawsze byłam ograniczona urlopem z pracy. Tak, w Australii mogłam dostać roczny urlop: cześć płatny, cześć bezpłatny. Tak więc, wybierałam kraje, które szczególnie mnie interesowały, które dawały mi ciekawy i różnorodny kalejdoskop rocznej podróży. Zawsze ma się ochotę na więcej. Ja wolałam nie ryzykować utraty pracy.

zimbabwe-victoria-falls-net-jpg Miasta, kraje, kontynenty, a wraz z nimi ludzie i ich mentalność, zmieniały się jak w kalejdoskopie. Jakie spotkania i miejsca wspominasz szczególnie?

Niewątpliwie bardzo zapadło mi w pamięci podróżowanie po Alasce, a później po Ameryce Południowej, szczególnie pobyt w Boliwii. Większość 22 krajów z podroży dookoła świata pozostała dla mnie jako oddzielne odcinki podroży. Specjalnie pojechałam do Hiszpanii, chcąc poznać podstawowe cechy ludzi, historii, zwyczaje, żeby później lepiej rozumieć podróż po Ameryce Południowej. I bardzo mi to pomogło. Do tego spędziłam kilka tygodni w Gwatemali chodząc codziennie na naukę języka hiszpańskiego, mieszkając u rodziny Gwatemalczyków (nierozumiejących angielskiego), ucząc się tańców i zabaw miejscowych ludzi, poznając ich zwyczaje kulturowe.
Alaska zaskoczyła mnie intrygującą historią poszukiwaczy złota oraz współczesnym osiedlaniem się fascynujących ludzi z odległych krańców USA. Często moim docelowym punktem stawało się dotarcie do ludzi-gospodarzy z organizacji SERVAS. Tak trafiłam na brzegi rzeki Yukon w miejscowości White Eagle, a potem Dawson City. Czasem poznani ludzie polecali mi niezwykle miejsca i swoich znajomych, np. w Denalii Parku Narodowym.

AFRYKA

Pierwotnie ominęłaś Afrykę, żeby potem wrócić do niej – łącznie – na ponad rok. Pamiętasz pierwszą myśl, jaka przyszła, gdy przybyłaś na ten kontynent po raz pierwszy?
Niewątpliwie miałam wiele lęku, ale po wylądowaniu w Johannesburgu pomimo oszołomienia wierzyłam w siebie. Pierwsze chwile, pierwszy dzień w każdym dużym mieście, po długiej podroży, niosą z sobą wiele ryzyka. Ja pomimo tego starałam się zachować spokój i szukać bezpiecznej pomocy. No i od pierwszej chwili byłam zafascynowana – zrealizowałam swoje marzenie, postawiłam nogi na ziemi w Afryce. Ciąg dalszy, miałam świadomość, będzie zależał od mojego stopniowego „wchodzenia” w ten kontynent, a wiec na początku podróżowałam z większą ostrożnością, więcej w miastach, hostelach. Jak nabrałam więcej wiary w siebie, to zaczęłam wędrować odważniej, z dala od utartych szlaków, z wiarą w siebie i w spotkanych ludzi. Ale jednocześnie zachowując „zdrowy rozsądek”.

01-faces-of-africa-rep-of-south-africa-girl-net-jpg W wywiadach podkreślasz, że nie traktujesz tubylców komercyjnie, tzn. np. nie płacisz im za możliwość robienia zdjęć. Jesteśmy jednak wychowani w świecie komercji, przyzwyczaja się nas, że przedmiotowo można traktować nawet człowieka. Czy jest jakiś sposób, żeby „nauczyć się” miłości i szacunku dla drugiego człowieka?

Sadzę, że każdy ma szansę od dzieciństwa w sposób naturalny uczyć się nie tylko miłości do bliźniego, ale również szacunku. Według mnie bardzo ważne jest, aby umieć lubić i szanować siebie samego, a tym samym przychodzi wtedy lubienie i szanowanie innych, niezależnie od ich inności. Dla mnie ludzie agresywni, wywyższający się mają podstawowy problem i kompleks z samym sobą. Takich ludzi staram się unikać lub ignorować, i to wszędzie, nie tylko w podróży.
Jak można się nauczyć lubienia innych? Jak inni mają zwyczaj jedzenia posiłków rękoma, to ja to też robię, jedynie z uwagą na czystość (np. mycie rąk przed posiłkiem). Jeśli rozmawiam z osobą siedzącą lub niższą, to siadam obok, albo zniżam się (kucam), aby kontakt wzroku był na podobnym poziomie. Dobrym ćwiczeniem jest rozmowa z dziećmi – trzeba się zniżyć, aby mieć kontakt wzrokowy i nie podnosić głosu. Jest wiele innych aspektów tego tematu, ale zbyt obszernych na tę odpowiedź. Ogólnie, sugeruję stosowanie empatii.

To, co urzeka w Twoich książkach, to opisywanie relacji, jakie łączyły (łączą) Cię ze spotkanymi w drodze ludźmi: wspólna radość i zabawa, wspólny taniec, a czasami wspólna praca. Jak budować dobre relacje z nowo poznanymi osobami?
Lubienie innych tacy, jacy są i poszanowanie ich z całą innością, jest podstawą do każdej relacji z nowo poznanymi ludźmi. Umiejętność słuchania, przyglądania się i szybkiego uczenia jest bardzo pomocna. A wiec ODWAGA poznawania nowego i stawanie się, chociaż na chwilę, częścią życia innych, ale z pełnym poszanowaniem. Np. w podróży na Fiji, przy wejściu do wioski, gdzie chciałam się zatrzymać, poszłam najpierw do wodza wioski, aby uzyskać jego zgodę. Również miałam przygotowany podarunek, miejscowe korzenie kava, jako symboliczne „wkupienie się”. To wszystko wcześniej przeczytałam w przewodnikach i dowiedziałam się od innych ludzi, a więc byłam przygotowana i w pełni i serdecznie powitana i zaakceptowana na kilkudniowy pobyt w górskiej wiosce. W Afryce np. dowiadywałam się, czego brakuje w danej wiosce, np. oleju, cukru, kawy, itp. Zabierając ze sobą produkty dla ludzi cenne jak złoto, otwierałam ich serca. Prezenty „nasze” z cywilizacji nie mają takiego znaczenia.
04-faces-of-africa-ethiopia-dimeka-hamar-woman-net-jpg Zawsze w podróży mam ze sobą mały albumik ze zdjęciami, część z rodziną – rodzicami i rodzeństwem, z przyjaciółmi, znajomymi… (np. mój ojciec nie żyje od wielu lat, ale jego zdjęcie też zwykle mam). To bardzo zbliża w podobieństwie struktur rodzinnych, wzbudza ciekawość, pytania, rozmowy… Mam też zdjęcia krajobrazów, miast, okolic, gdzie mieszkam, inności przyrody (np, zdjęcie na śniegu, na nartach). Wszystko jednak w granicach, aby nie wzbudzać wyższości bogactwem mieszkania, samochodu, czy innych materialnych dóbr. Mam świadomość, że INNOŚĆ innych krajów i ludzi jest dla mnie fascynująca, ale również moja INNOŚĆ jest fascynująca dla nich. Umiejętność i chęć dzielenia się „sobą”, swoim życiem i doświadczeniem stwarza świetne warunki do nawiązania relacji nawet z zupełnie obcymi i odmiennymi ludźmi. I również trzeba pamiętać, aby nie dawać poczucia pośpiechu, napięcia, umieć dostosowywać się do sytuacji.

Czy jest coś, w czym możemy brać przykład z ludzi mieszkających w Afryce?

Od ludzi żyjących w Afryce, jak również w każdym innym kraju na całym świecie możemy uczyć się bardzo dużo. Trzeba jednak chcieć zaakceptować ich INNOŚĆ, nie trzymać się wyuczonych zasad, które stosuje się w naszym kraju, rodzinie, środowisku. Również nie narzucać innym naszych zwyczajów. Nie wystarczy również tylko przyglądać się innym zwyczajom, trzeba ich doświadczać, uczyć się i słuchać miejscowych jak najlepszych nauczycieli. Ja w każdej podróży po krajach rozwijających się uczę się pokory, minimalnego uzależnienia od spraw materialnych, aby czuć się szczęśliwym. Bycie osobą praktyczną, umiejętność rozwiązywania problemu w najprostszy sposób, z minimalnymi dostępnymi materiałami, pozwala na łatwiejsze dostosowywanie się i zrozumienie z miejscowymi ludźmi.

basia-on-kayak-bytm-dec09-jpeg Nie da się ukryć, ze każda podróż, jest również w jakimś stopniu podrożą w głąb samego siebie. Czego nauczyłaś się podczas swoich wypraw?
Mogłabym tu napisać może całą książkę, aby odpowiedzieć na to pytanie :). Każda podróż, mała czy duża, wzbogaca moją pokorę do życia, wiarę w siebie, szacunek dla siebie, radość życia niezależną od spraw materialnych…
To nie znaczy, że spotykam się z samymi szczęśliwymi przygodami i sytuacjami. Ale i te dobre i te złe wzbogacają mnie, uczę się i będę uczyła do ostatniej chwili swojego życia. Po wielu podróżach, a szczególnie afrykańskiej, osiedliłam się z nowymi doświadczeniami w nowym miejscu w Australii, wybierając klimat, w którym nie muszę używać ogrzewania czy chłodzenia, dzięki czemu mogę żyć skromnie, ale szczęśliwiej. Nie jestem przywiązana do spraw materialnych, jedynie do spraw, które dają podstawowe zabezpieczenie wygodnego życia, tak jak żyją i mają swoje radości ludzie w Afryce i innych krajach rozwijających się.

AUSTRALIA

Twierdzisz, że to Australia nauczyła Cię stawiać czoło nowym wyzwaniom. Co to oznacza?
Wyjechałam z Polski jako turystka, z plecakiem, bez zamiaru osiedlenia się na stałe w Australii. Los pokierował inaczej moje życie. Praktycznie nie znałam angielskiego, miałam ze sobą 12-letniego syna (którego zabrałam ze względu na świadomość ryzyka zbliżającego się stanu wojennego). Byłam gotowa wykonywać każdą pracę fizyczną, aby przetrwać i wrócić do kraju. Z ograniczeniem językowym musiałam zapomnieć o swoim wyższym wykształceniu (inżynier mechanik), 16-letnim doświadczeniu zawodowym i z pokorą wykonywać prace fizyczne – sprzątanie domów, pracę w fabryce mebli i inne. Tak, właśnie POKORA, to jest największa cecha, którą nabyłam na początku w Australii. Do tego poczucie wdzięczności za każdą otrzymaną życzliwość. Do końca życia nie zapomnę jak każdorazowo kierowca autobusu z uśmiechem pytał się, jak się mam i przy wyjściu życzył mi miłego dnia. To są często tylko formuły językowe, ale dla mnie były bardzo pomocne w wytrwaniu wielu trudnych chwil. Do dnia dzisiejszego mam wielka WDZIĘCZNOŚĆ za otrzymane wsparcie, czasem od zupełnie obcych ludzi, czasem wyrażoną jedynie w dobrych słowach.

basia-tajini-aug13-jpg Jaka jest Australia według Basi Meder?

No i znowu jest to pytanie – rzeka. Dla mnie Australia jest cudowna, stała się moją drugą ojczyzną i jestem szczęśliwa jako obywatelka tego kraju, od którego bardzo dużo dostałam, ale również do którego dużo wniosłam. Jednocześnie jestem dumna ze swojego polskiego pochodzenia. Australia jest olbrzymia, rozległa, niesamowicie pokryta kontrastami – życia ludzi, różnorodności klimatów, przyrody, bogactwa naturalnego, różnorodności kulturowej. W większości staram się nie porównywać tego do życia w Polsce. W większości tego się nie da zrobić. Tak samo jak nie da się przetłumaczyć słowa Outback, oznaczającego tereny kraju poza miastami, w głębi lądu, z ludźmi żyjącymi na zupełnie innych prawach codziennego życia. I to właśnie mnie fascynuje w tym kraju. Z jednej strony nieprawdopodobna różnorodność przyrody i klimatu, ale też życie i historia wszystkich ludzi, którzy od wieków znajdowali swoją drogę adaptacji do codzienności. Ja znalazłam dla siebie rodzaj życia ze spokojem i godnością, ale jednocześnie z możliwościami bogactwa kulturowego, które nie musi być związane z bogactwem materialnym.

Przygotowujesz teraz książkę o Australii.

Tak, bardzo bym chciała, aby starczyło mi sił, energii i entuzjazmu do opisania „mojej Australii”. Podróżowałam po całym kraju – kontynencie – bardzo dużo, poznając nie tylko przyrodę, ale los życia ludzkiego. Również mieszkałam w wielu odległych miejscach. Doświadczyłam i doświadczam bardzo dużo. Do tego bardzo lubię czytać książki, które uzupełniają moją wiedzę o wydarzenia, historie lub tereny, których sama nie mogłam doświadczyć. I właśnie tym wszystkim chciałabym się podzielić szczególnie z polskim czytelnikiem, do którego najczęściej docierają opowieści o Australii egzotycznej, stale porównywanej z polskimi czy europejskimi zwyczajami, często traktowanej „z góry” lub z przestarzałymi poglądami. Na szczęście pokazują się też w Polsce inne opowieści.

 Rozmawiała Małgorzata Czekaj

Zdj. arch. prywatne

Przeczytaj rady Basi Meder

Share Button

WIĘCEJ DLA CIEBIE