Lis 202013
 

O wizycie na afrykańskiej plantacji bananów, o kawie pod australijskim niebem i marzeniach, które uskrzydlają rozmawiamy z ADAMEM WIŚNIEWSKIM, podróżnikiem, dziennikarzem i prezesem Fundacji „Ocean Marzeń”.

Pozwól się zaskoczyć

 Powiedziałeś kiedyś, że zakochałeś się w Afryce.

W Afryce można się albo się zakochać, albo ją znienawidzić. To kontynent, w którym nie ma monotonii. Każdy region jest inny, co chwilę coś zaskakuje. Podczas afrykańskiej wyprawy postanowiliśmy, że objedziemy Kilimandżaro od strony północnej. Zabłądziliśmy i przekroczyliśmy zieloną granicę z przemytnikami. Nagle z sawanny wjechaliśmy w busz bananowy. To była ogromna plantacja. Kobiety szły jedna za drugą, z wielkimi koszami na głowach. Niosły banany na targ w miasteczku. W pewnej chwili mieliśmy poczucie, że płyniemy z falą zielonych bananów, dosłownie spływamy w stronę Kissi. Gdy pytam kogoś, kto był na Kilimandżaro, czy wie o bananowych plantacjach, odpowiada, że nie. Bo trzeba pojechać inną drogą, trafić na wschodnie podnóże góry, gdzie zatrzymuje się wilgoć i warunki sprzyjają bananowcom. Afryka to różne smaki i zapachy. Można jechać wzdłuż plantacji i kosztować tamtejszych wyrobów. Świeża herbata na plantacji smakuje zupełnie inaczej niż ta suszona z torebki, którą pijemy w Polsce. Dodatkowo podawana jest z mlekiem i brązowym cukrem. Byliśmy na plantacjach kawy, ananasów i trzciny cukrowej. W Afryce panuje „inny” czas, można tak jakby cofnąć się do dawnych epok, np. widzieliśmy ludzi wypalających samodzielnie cegły. Afrykańczycy przejmują wiele z naszego „zachodniego” świata, ale nie kopiują wszystkiego na ślepo.

Czy czuliście się bezpiecznie jadąc na rowerach przez afrykański kontynent?

W Kenii i Tanzanii jest bezpiecznie, jeśli trzyma się podstawowych zasad. Najlepiej nocować jest we wioskach i własnym namiocie. Drogi były w większości asfaltowe, więc jechało się bardzo dobrze. Wszędzie były tłumy ludzi. Jeśli przełamiesz pewne bariery, pomogą ci. Kiedy wjeżdżaliśmy do jakiejś wioski, ze szkoły wybiegały dzieciaki, szczęśliwe, że coś się dzieje. Czasami wychodził też dyrektor szkoły i zapraszał nas do środka, na apel. Coś niesamowitego. Dla tych dzieci przejazd rowerzystów przez ich wioskę był wielkim wydarzeniem.

Afryka Zielona fala bananówPokochałeś Afrykę, ale piszesz książkę o Australii.

Tak. Australia jest niesamowita, bogata, naturalna. To wielkie przestrzenie, na których nie jest wcale monotonnie: pustynia jest mniej lub bardziej „pustynna”, inny jest kolor piasku… Jest mało ludzi, ale jeśli już są, chętnie podchodzą, rozmawiają i opowiadają swoje historie, częstują zimną colą lub wodą. Odwiedziliśmy także Nową Zelandię. Dwa różne światy. Nie spodobało mi się. Niektórzy dziwią się tej opinii, ale ja byłem po prostu zmęczony turystami. Na pozór wszystko jest w porządku, równo i idealnie. Informacje turystyczne są wszędzie. To idealne miejsce dla kogoś, kto oczekuje, że pójdzie do punktu i otrzyma w pakiecie wycieczkę, przewodnika i hotel. Kiedy jednak ktoś chce odejść od turystycznego schematu, jest problem. Rowerem nie wolno wjechać ani do parku narodowego, ani do lasu; zakazów jest bardzo dużo. Za to w Tasmanii było czarodziejsko, przedłużyliśmy tam pobyt o kilka dni i żałowaliśmy, że nie mamy więcej czasu.

 Podróżuj bez pośpiechu

 Czego oczekujesz po wyprawie rowerowej?

Nie szukam podróżowania dla samego „odhaczania“ kolejnych miejscowości i atrakcji turystycznych. Zrozumiałem to na wyprawie po Australii, gdzie okazało się, że przestrzenie są tak ogromne, że aby dotrzeć na rowerze do Alice Springs, potrzebujemy dwóch tygodni. I teraz pojawił się dylemat: jechać tam i tracić dwa tygodnie, wiedząc, że nic po drodze innego się nie zobaczy? Zdecydowaliśmy, że jedziemy. I te dwa tygodnie były wyjątkowe. Wstawaliśmy przed wschodem słońca, budziły nas ptaki. Piliśmy kawę pod rozgwieżdżonym niebem i obserwowaliśmy, jak wstaje nowy dzień. Jechaliśmy bez pośpiechu i bez nacisku, „że trzeba coś zobaczyć”. Po prostu cieszyliśmy się jazdą, a nie „zaliczaniem” kolejnych zabytków opisanych w przewodnikach. Trzeba odrzucić przekonania czy wyobrażenia na temat kraju, do którego jedziemy. Traktować go jako czystą kartkę. W następną wyprawę postanowiłem nie brać żadnego przewodnika.

Australia Australia A dokąd się wybierasz następnym razem?

W przyszłym roku na wiosnę lecę do Stanów. Chcę przejechać Amerykę z północy na południe. Celem wyprawy jest pokazanie współczesnego życia Amerykanów, od strony Ameryki z czasów secesji… Chcę wsiąknąć w tamtejszy klimat, bo o to chodzi w podróży. Kiedy wróciłem z Australii, minęło sporo czasu, zanim przyzwyczaiłem się z powrotem do trybu życia, jaki narzuca nam współczesny świat. Zrozumiałem Aborygenów, którzy z dystansem i spokojem podchodzą do pewnych spraw. Udało mi się wtedy choć przez chwilę spojrzeć na rzeczywistość poprzez pryzmat rdzennej ludności Australii.

Jakie rzeczy koniecznie trzeba zabrać na wyprawę rowerową?

Moje pakowanie wygląda zwykle tak, że jakoś dwa tygodnie przed podróżą wyjmują wszystkie rzeczy, które mogą mi się przydać. Potem następuje selekcja na zasadzie: zabieram artykuły podstawowe i lekkie, zwłaszcza, jeśli lecę samolotem. Mój rower w podróży traktuję jako swój dom, więc muszę mieć rzeczy niezbędne, żeby sobie poradzić w każdej sytuacji: namiot, śpiwór, karimata i rzeczy do gotowania. Odkładam rzeczy zbędne, które mogę dokupić podczas wyjazdu. W każdej podróży potrzebne są mapy. Można je kupić na miejscu, a niekiedy nawet trzeba, bo niektórych nie ma u nas w sprzedaży.

 Pokaż, że chcesz

 Oprócz podróżowania na rowerze, zajmujesz się także żeglarstwem w Fundacji „Ocean Marzeń”, którą prowadzisz.

Pomysł z żaglami pojawił się po powrocie z Mongolii. Na początku były trudności, ale powoli wsiąkłem w to żeglarstwo. Później nadszedł w moim życiu taki moment, że zastanawiałem się, co dalej. Pracowałem jako szkoleniowiec, ale przestało mi to dawać satysfakcję. Chciałem widzieć efekty swojej pracy, a to było niemożliwe na kursach, które trwały dwa dni. Dowiedziałem się, że można robić to w inny sposób i założyłem fundację. Znalazłem swoją drogę, która teraz z perspektywy zdaje się być tą właściwą. Samo żeglarstwo jest tylko kręgosłupem, wokoło którego fundacja realizuje swoje cele.

Na czym polega działalność Fundacji?

Pracujemy z młodzieżą z Rodzinnych Domów Dziecka. Dla naszych podopiecznych rejs to często pierwsza i jedyna okazja, żeby pojechać na wakacje pod żaglami. Dajemy każdemu do ręki ster. Dzięki temu zdają sobie sprawę, że potrafią coś zrobić, choć może w życiu nie zawsze im się układało. Pokazujemy, że można pewne rzeczy zrobić inaczej. Uczymy pracy w grupie i odpowiedzialności za drugą osobę. Gramy w otwarte karty. Kiedy trzeba, dostają po uszach. Nie traktujemy ich ulgowo, na wszystko muszą sobie zapracować. Jest dyscyplina. W czasie roku szkolnego, już po powrocie do domu, dostają zadania do rozwiązywania, żeby nie zapomnieli wiedzy żeglarskiej, którą trzeba co jakiś czas odświeżać. I dzieciaki to robią i chcą to robić!

Marzenia uskrzydlają?

Tak. Pewien chłopak nie zdał egzaminu na patent, który jest konieczny, aby popłynąć na rejs morski. Bardzo to przeżył. Mógł płynąć tylko jako członek załogi w kuchni. Grupa jego rówieśników, 15- i 17-letnich, zdecydowała, że dadzą mu szansę, choć wiązało się to z tym, że jedna osoba z nich nie popłynie w rejs, bo na jachcie nie może być więcej osób. Chcieli jednak dać jemu szansę i on ją wykorzystał. Borykał się z chorobą morską, ale mimo to starannie wypełniał swoje obowiązki i uczył się również zarządzania kuchnią. W tej chwili mam ponad sześćdziesiąt dzieciaków w Fundacji i cieszę się, że pracuję z każdym z nich. U nas są proste zasady. Nie musisz być super. Pokaż, że chcesz, a dostaniesz szansę.

 Rozmawiała Małgorzata Czekaj

Zdjęcia: arch. pryw.

  Adam Wiśniewski Adam Wiśniewski – podróżnik, dziennikarz, żeglarz, założyciel i Prezes Fundacji „Ocean Marzeń”. Jak sam mówi, wychował się na rowerze. Jeszcze jako mały chłopiec wraz z rodzicami i warszawskim klubem rowerowym UKTR Vagabundus podróżował po Europie Środkowej i Wschodniej. Kiedy dorastał, ruszył na zachód starego kontynentu, by po latach przejechać rowerem mongolskie stepy (Mongolia eXpedition 2005), sawanny Afryki Wschodniej (EastAfrica eXpedition 2007), peruwiańskie Andy (Peru eXpedition 2009) oraz australijski Outback (TransOceania eXpedition 2012). Autor książki „Mongolia, czyli drogi rzadko uczęszczane” https://www.facebook.com/rowerempisane, korespondent magazynu RowerTour, autor podróżniczej audycji „Za Horyzontem” w Radio Wnet. Żeglarz, pomysłodawca, założyciel i Prezes Fundacji „Ocean Marzeń” http://www.oceanmarzen.org.pl/ wraz z którą organizuje szkołę pod żaglami dla dzieci i młodzieży z Domów Dziecka.

 

Share Button

WIĘCEJ DLA CIEBIE