Mar 092017
 
Emil Witt

Luiza Gąszczyk: Co było dla Ciebie inspiracją żeby w ogóle wyruszyć?

Emil Witt: Lecąc do Amazonii pytałem czy ktoś chce się zabrać.  Celem było oprowadzenie osób z prelekcji, które się zgłosiły i po roku zebrało się 12 osób. Wyprawa, o której opowiadałem została zrealizowana po tej akcji. Tam postanowiłem dopiąć swego i spłynąć tratwą, co w wieku 18 lat mi się nie udało, bo było to za duże ryzyko. Po czterech latach poczułem się gotowy i postanowiłem to zrobić.

Nie ciągnęły Cię studia?

Odrzucały mnie! Mam za dużo projektów i pomysłów, na studia nie ma szans, żadnych.

W jaki sposób się przygotowywałeś?

Do tej wyprawy się nie przygotowałem, bo była to czwarta wyprawa z rzędu. Byłem gotowy, miałem kontakty nauczyłem się działać z jak najmniejszą ilością sprzętu. Więc po prostu wsiadłem do samolotu i poleciałem. W Polsce nie da się za bardzo przygotować, na miejscu życie weryfikowało, co się sprawdza, co się nie sprawdza i to było najlepsze. Jeśli coś mogę radzić w kwestii przygotowania to zdecydowanie język. Jest to klucz, bez którego się nie uda.

Lepiej podróżować samemu czy z kimś?

To zależy od miejsca. Jeśli wybieramy się w bardzo odległe, dzikie tereny to więcej zaufania wzbudzimy samemu. Jeśli idziemy w teren – to w dwójkę, można się wspierać, nosić wodę, sprzęt.

Ile kosztuje taka wyprawa?

Cała wyprawa to około 9 tysięcy. Można to robić taniej, ale jest to wtedy survival. Trzeba być twardym, bo jest to bardzo duży wycisk. Organizując wyprawę samemu polecam wziąć mniej sprzętu a więcej pieniędzy, z którymi nawet możemy wrócić a które gdy są problemy mogą pomóc.

Co było dla Ciebie szczególnie trudne?

Teraz na festiwalu opowiadałem o akcji z tratwą. Najtrudniejszy był ogromny upał, ale najgorsze były ważące kilka ton kłody – cały czas musiałem je wymijać, co było niezwykle ciężkie. Gdybym w nie wpadł mógłbym zniszczyć tratwę lub sam oberwać. Było to bardzo pracochłonne, codziennie mijałem przynajmniej 50 kłód, co oznaczało, że nie mogłem odpoczywać na tratwie dłużej niż 10 minut. Był to niesamowity wycisk fizyczny, ale też piękne doświadczenie – trochę się rozruszałem.

Co było dla Ciebie największą motywacją?

Na początku był ze mną Łukasz i to on był moją największą motywacją. Zbudowałem z nim tratwę i pierwsze dwa dni z nim płynąłem, później miał bardzo trudne doświadczenie, bo wpadł w kłody, rzeka go przytrzymała, zaczął się topić i musiał wrócić do cywilizacji. Gdybym nie zaczął z Łukaszem to nie dałbym rady. Gdy go już odprowadziłem chciałem popłynąć, chciałem zdobyć to trochę mistyczne doświadczenie – obserwować drzewa, wodę. Radzić sobie sam.

Dużo się nauczyłeś?

Wyrobił mi się nawyk nie rozmyślania i nie rozważania, co przydaje mi się w Polsce. Nie marnuję czasu na przejmowanie się, na myślenie czy iść w te czy wewte, tylko idę w jednym, najważniejszym kierunku. W rezultacie robię wszystko trzy razy szybciej niż wcześniej. U amazońskich plemion nie mają tego problemu, co my, że siedzimy i bez przerwy myślimy. Oni po prostu nie robią nic, albo działają. Nie mają stanów pośrednich. Na tratwie uświadomiłem sobie, że jak działanie, to po prostu działanie, a jak już nic nie robić, to nie robić całym sobą. Jak w Polsce spróbujemy ten model amazoński zastosować w życiu codziennym, gdy jest dużo spraw do załatwienia to się tworzy przejrzystość, łatwość działania. Potrzebna jest nam prostota. Ja tego doświadczyłem i życzę tego każdemu innemu J.

Z Emilem Witt rozmawiała Luiza Gąszczyk sladamimarzen.pl

Emil Witt

Emil Witt – podróżnik, survivalowiec, sportowiec, instruktor wielu rzeczy, które trudno nazwać… od samoobrony przez tworzenie ekologicznych siedlisk aż po zajęcia motywacyjne. Od kilku już lat zajmuje się eksplorowaniem zapomnianych zakątków Amazonii, pisze o tym artykuły, fotografuje i filmuje.

A co robi w Polsce? Głównie można go spotkać w lesie, czasem udzieli wywiadu dla telewizji, potem poprowadzi kilka warsztatów i kontynuuje swą upragnioną życiową podróż. Mówią o nim 70-latek po przejściach ponieważ w wieku 20 lat uznał, że to co chciał zrobić w życiu, to już zrobił, a teraz zostało się tylko dobrze bawić. Dla Amazońskich Indian to po prostu Emilio. Emil Witt publikuje na emil-witt.com.

 

Autorzy zdjęć: Emil Witt
Share Button

WIĘCEJ DLA CIEBIE