Lut 212014
 

Kacper Thaddey, student z Torunia, zamierza pojechać z Bydgoszczy do Watykanu na rowerze. Kiedyś sam przechodził rehabilitację, dziś chce się „pomęczyć” na trasie, żeby pomóc wrócić do zdrowia drugiej osobie.

O mnie

Nazywam się Kacper Thaddey, jestem studentem na kierunku bezpieczeństwo wewnętrzne na UMK w Toruniu. Pochodzę z Bydgoszczy. Moją największą pasją jest sport, szczególnie lubię jeździć na rowerze. Po ciężkiej kontuzji kolana (zerwane więzadła krzyżowe, zmiażdżona łękotka) myślałem, że już nie powrócę do sprawności. Na szczęście po operacji i żmudnej rehabilitacji udało mi się stanąć na nogi i powrócić do aktywnego trybu życia.

Start i meta

Planuję wyjechać 11 kwietnia (notabene rocznica mojej operacji kolana) i przyjechać do Watykanu w dniu kanonizacji naszego Wielkiego Rodaka – Jana Pawła II, czyli 27 kwietnia. Data wyjazdu może być jednak elastyczna. Być może będę chciał wyjechać później, aby jeszcze bardziej walczyć z czasem.

Trasa

Bydgoszcz, Stary Rynek, Urząd Miasta –Toruń UMK – Licheń Stary – Wadowice, dom Papieża – Mała, górska kapliczka na granicy polsko- słowackiej – Żylina- Bratysława – Maribor – Ljubljana- Wenecja, Plac św. Marka – San Marino – Asyż – Rzym – Watykan.

Będę pokonywać samą trasę przez około 16 dni, to wychodzi jakieś 125 km dziennie.

Cel

Pomóc Marcie Szwonder – wesprzeć modlitwą oraz zebrać pieniądze na operację ortopedyczną w USA.

Marta Szwonder

Moja domena to „módl się i pracuj”, więc wiem, że Marcie, oprócz modlitwy, są również potrzebne środki finansowe na kosztowną operację, którą mam nadzieję przejdzie w USA, aby móc chodzić. Nie chcę jednak błagać ludzi o pieniądze dla niej, siedząc bezczynnie. Dlatego chcę wylać krew i pot na trasie. To będzie takie podziękowanie dla wszystkich, którzy wpłacą choćby symboliczną kwotę na jej konto, przyczyniając się tym samym do uratowania jej życia. Potrzeba zebrać ok. 470 tys. złotych.

Strona wyprawy

Dlaczego Marta?

Zaimponowało mi to, że mimo ciężkiej choroby, nie poddała się. Cały czas ciężko pracuje na swoją przyszłość, studiując dwa kierunki. Zna perfekcyjnie włoski i angielski. Nie pozwólmy, by jej ciężka praca poszła na marne i przyczyńmy się do tego, aby miała „tę przyszłość”, na którą tak ciężko pracuje. Ponadto ja też wiem sporo, co to znaczy ciężka rehabilitacja. Miałem ją przez rok, ona ma przez 25 lat… Dla porównania, gdy ja musiałem się rehabilitować, to rzuciłem na rok szkołę, ponieważ nie miałem czasu i sił na naukę, można powiedzieć, że podłamałem się psychicznie. Ona każdego dnia pokazuje, że jest mocniejsza ode mnie w każdym aspekcie życia. Ma w sobie potężną siłę – wiarę. Jest dla mnie wzorem i tylko dzięki jej sile, będę w stanie dojechać na miejsce.

Kim jest Marta?

Marta jest studentką tej samej uczelni. Studiuje dwa kierunki – filologię klasyczną oraz wiedzę o kulturze Śródziemnomorskiej. Marta od 25 lat cierpi na dziecięce porażenie mózgowe. Ta choroba uniemożliwia jej chodzenie. Myśli o doktoracie, codziennie ciężko pracuje na swoją przyszłość, więc apeluję abyśmy wspólnymi siłami zapewnili jej „ tę przyszłość”. Tak naprawdę każdy, kto choćby w najmniejszym stopniu nam pomoże, to tak jakby jechał do Watykanu razem ze mną! Jesteśmy drużyną, tylko razem możemy zrobić coś naprawdę wielkiego!

Marta potrzebuje kosztownej operacji ortopedycznej w USA. Musi być ona połączona z kosztowną rehabilitacją.. Marta przeszła już 14 operacji, więc nic dziwnego, że jej rodzice nie mają środków finansowych, aby zafundować jej to leczenie. Dlatego przychodzimy z pomocą. Wszyscy! Potrzebujemy jeszcze 470 tys. złotych. Będziemy zadowoleni z każdej dorzuconej złotówki. Im więcej teraz zbierzemy, tym łatwiej Marcie będzie zorganizować resztę pieniędzy.

Thaddey rowerem do Watykanu

 Inspiracja

Pierwsza, bardzo wstępna myśl o tego typu projekcie narodziła się w mojej głowie po obejrzeniu filmu „Wszystko będzie dobrze”, w którym młody chłopiec pobiegł z nadmorskiej miejscowości do Częstochowy, modlić się za swoją chorą mamę. Zainteresowały się nim media i dzięki rozgłosowi, jaki uzyskał przez tę akcję i udostępnieniu konta w mediach, ludzie mogli wpłacać pieniądze na leczenie jego matki. Wtedy pomyślałem, że może ja kiedyś zrobiłbym coś podobnego, aby poprzez swój wysiłek uratować komuś życie. Minęło parę miesięcy i ktoś na facebook’u opublikował post, że poszukuje się wolontariuszy, którzy mogli by zbierać pieniądze na rzecz chorej dziewczyny z mojej szkoły. Tamtego dnia nie mogłem jej pomóc z powodu ważnych spraw osobistych. Wyrzuty sumienia ciążyły na mnie przez najbliższe parę dni, ciągle myślałem o tej sytuacji i wpadłem na pomysł, aby zrobić coś większego… Postanowiłem pojechać z Bydgoszczy do Watykanu na rowerze (opcjonalnie przez Częstochowę), aby w podobny sposób jak wypisana wyżej filmowa postać, modlić się za zdrowie Marty i tym samym zwrócić uwagę społeczeństwa na jej chorobę.

Kolejną przyczyną powstania pomysłu podróży, był marazm, który mnie dopadł. Przychodziłem tylko ze szkoły, uczyłem się, był oczywiście również czas na sport, ale szukałem jakiegoś większego sensu. Postanowiłem, że uratuje komuś życie. Od czasu, gdy zacząłem wierzyć w to, że mogę Marcie pomóc, żyje pełnią życia i potrafię je docenić.

Przygotowania

Cały czas ciężko trenuję – biegam, gram w piłkę nożną, w tenisa, jeżdżę na rowerze, ćwiczę na siłowni, chodzę na basen itd. Brakuje mi czasu, ale na szczęście w kwestiach organizacyjnych pomaga mi mój tata. Skupiam się przede wszystkim na zorganizowaniu tej wyprawy, ale mam nadzieję, że jakoś uda mi się zaliczyć sesję egzaminacyjną i zdać na prawo jazdy Oprócz mojego taty mnóstwo osób zaproponowało mi swoją pomoc, za co jestem bardzo wdzięczny.

Co jeszcze można dla Was zrobić?

Gdyby ktoś mógł udostępnić mi van/kamper, który by jechał ze mną (monitorowałby mnie, byłby moim zapleczem medycznym, umożliwiałby mi nocleg, nawigowałby mnie, zapewniał łączność, udzielał pomocy technicznej), a kierowca mógłby dokumentować moją trasę. Liczę w tej kwestii na sponsorów, bo taki kamper to duża powierzchnia reklamowa. Dodatkowo, mogę reklamować sponsorów na funpage’u, którego polubiło kilka tysięcy fanów. Oczywiście, najlepiej by było, jakby sponsor wlał też do niego paliwo. Kierowcę już mam. W przypadku, gdy nikt nie będzie chciał użyczyć mi kampera, przewiduję opcje rezerwową, czyli podróż po największych sanktuariach w Polsce – biorąc pod uwagę ilość kilometrów, trasa będzie podobna.

Na tej trasie będę się męczył tylko przez 16 dni, a Marta cierpi każdego dnia. Tak męcząca jest jej codzienna rehabilitacja. W związku w powyższym, uważacie, że to takie duże poświęcenie? Będę dostawał od wielu ludzi słowa otuchy, wyrazy zachwytu i podziękowania, za co oczywiście jestem bardzo wdzięczny i nawet szczerze powiem, że daje mi to satysfakcję i motywację. Jednak ona za swoją codzienną, ciężką pracę nie dostaje pochwał. Nikt jej nie bije braw. Piszę to wszystko, gdyż chcę zaznaczyć, że to ona jest bohaterką. Nie załamała się, to ona jest silna. Ja na jej miejscu chyba nie dałbym rady…

Share Button

WIĘCEJ DLA CIEBIE