Paź 252013
 

O tym, jak człowiek poszukujący wyruszył na pielgrzymkę i co można robić podczas długich, pieszych wędrówek mówi nam ŁUKASZ SUPERGAN.

Przeszedłeś 4000 km szlakiem św. Jakuba i dwukrotnie pokonałeś Łuk Karpat. Na własnych nogach! Chodzisz czasem na normalne spacery?

No cóż, zdarza mi się… Zwłaszcza, kiedy trenuję przed górami. W Warszawie zawsze przemieszczam się jakimś środkiem transportu, dawniej był to tramwaj lub autobus, teraz zamierzam jeździć rowerem. Lubię wycieczki za miasto, jednym z moich ukochanych miejsc jest Puszcza Kampinoska pod Warszawą.

Największy dystans, jaki pokonałeś na drodze do Santiago, to 55 km. Średnio szedłeś 35-36 km. Jak wyglądał Twój dzień na szlaku?

Nie mam konkretnego planu na dzień. Wędrowanie to zupełnie inna sprawa niż codzienne życie. Przygotowując się do wyprawy, przestawiam się na myślenie o niej, planowanie ile przejdę kilometrów, co będę jeść, gdzie spać, skąd wezmę wodę i jaka będzie pogoda. To są pytania i rzeczy prostsze niż te, które zadajemy sobie w codziennym życiu. Wyruszając, mam zwykle dwie opcje: na spontan (czasami działa) i według planu. Staram się zachować równowagę pomiędzy nimi. Z reguły mniej więcej planuję trasę, ale lubię też bardzo dobrze zaplanowane improwizacje. Dobrze jest czasem pozostawić rzeczy własnemu losowi. Planowanie jest niezbędne, jeśli chodzi o bezpieczeństwo. Idąc w Karpaty musiałem starannie zaplanować wędrówkę, częściej spoglądałem na mapę i sprawdzałem kilometry. W drodze do Santiago, wśród ludzi, było dużo łatwiej.

Co zainspirowało Cię, żeby wyruszyć pielgrzymim szlakiem?

Nie wiem. Usłyszałem kiedyś przypadkowo o Santiago, ale zapomniałem o tym miejscu. Wyjechałem na dwa lata do Azji, bo chciałem poznać innych ludzi, ich kulturę i to, w co wierzą. Tam wpadła mi w ręce książka, w której pojawiła się nazwa Santiago de Compostela. Przypomniałem sobie o nim i odkryłem, że jest to bardzo popularny szlak pielgrzymkowy w Europie, a ja nic o nim wcześniej nie słyszałem! Wokół szlaku św. Jakuba powstała ogromna społeczność, dzieląca się swoimi doświadczeniami w internecie, na różnych forach. Wracając z Azji, dokładnie rok i kilka dni temu, miałem już w myślach szlak św. Jakuba. Całkowicie mnie pochłonął, nie potrafię wyjaśnić dlaczego. Szukałem informacji na Google, myślałem o nim. Kiedy powziąłem decyzję, że – tak, idę – trochę mi odpuściło, ale gdzieś w głowie wciąż tkwiła mi ta podróż. Postanowiłem, że najlepszym czasem na rozpoczęcie wędrówki będzie kwiecień. Ponieważ miała to być pielgrzymka, wyruszyłem z progu własnego domu, tak jak wyruszano na pielgrzymki dawno temu, jeszcze w średniowieczu. Zastanawiałem się, czy agnostyk może iść na pielgrzymkę, ale myślę, że tak… Wydaje mi się, że było mi to potrzebne. Nie jestem specjalnie religijny, ale nie nazywam siebie ateistą. Raczej jestem poszukujący…

Wiesz, Bóg może mówić też do osób niespecjalnie religijnych…

No właśnie, rozmawiałem ostatnio ze znajomym księdzem i żegnając się z nim, powiedziałem: powinienem Ci właściwie powiedzieć: „z Bogiem”, ale w moich ustach dziwnie by to brzmiało. On na to machnął ręką i odparł: Nawet jak nie wierzysz, to On i tak działa!

Czy w trakcie swojej pielgrzymki znalazłeś swoją „ekipę”, tak jak Tom w „Drodze życia”?

Pierwszego pielgrzyma spotkałem we Francji, w Le-Puy-en-Velay. W Polsce rzadko kto wiedział o szlaku św. Jakuba, dopiero w Niemczech było trochę lepiej. Na właściwy pielgrzymi szlak wszedłem dopiero w Hiszpanii i tam spotkałem wiele osób, ale postanowiłem, że będę iść sam, choć niekoniecznie samotnie. Ani nie stroniłem od ludzi, ani ich specjalnie nie szukałem. Czasem fajnie było dołączyć do jakiejś grupy na jeden dzień. Potem rozłączaliśmy się, żeby każdy mógł podążyć własną drogą i własnym rytmem. Szliśmy razem, rozmawiając, dzieląc się swoimi historiami, czasami jedząc wspólnie, ale szanowaliśmy swoją wolność i indywidualność. Jeśli ktoś na Camino chce znaleźć przyjaciół i wędrować z nimi, nawet do samego Santiago, to na pewno znajdzie; jeśli ktoś woli iść samotnie, każdy to zrozumie.

Twoja wędrówka trwała prawie cztery miesiące. Pogoda bywała pewnie różna, jak sobie radziłeś?

Wyruszyłem dokładnie 10 kwietnia i kiedy tylko wyszedłem poza miasto, do lasu, wpadłem po kostki do śniegu. Wokół białych zasp były wiosenne rozlewiska. To było zaskoczenie, bo w mieście nie było już ani śladu zimy. W Polsce było dosyć chłodno, w nocy tylko parę stopni, a ja nie wziąłem ze sobą namiotu. Szukałem noclegów w dość przypadkowych miejscach, kilka razy pomogli mi księża w lokalnych parafiach. Na granicy czeskiej nastąpiło załamanie pogody. Zaczął padać deszcz i to były najtrudniejsze momenty, jeśli chodzi o pogodę i kondycję psychiczną. Ulgę przyniosła dopiero środkowo-południowa Francja, gdzie pogoda się polepszyła. W Hiszpanii prawie cały szlak przeszedłem w dobrej pogodzie, były upały, nie spadła ani kropla deszczu, choć mówiono mi, ze tam cały czas pada.

Przebyłeś drogę przez znane państwa Europy. Jak wyglądają te kraje z perspektywy człowieka wędrującego pieszo?

Ja ich nie znałem bardzo dobrze. W Hiszpanii nie byłem nigdy. Europa jest dużo bardziej różnorodna niż nam się wydaje. Wystarczy przekroczyć granicę między województwami, żeby zauważyć, że ludzie inaczej myślą i mówią. W Hiszpanii szedłem przez kraj Basków, Kantabrię, Asturię i Galicję. Kantabryjczycy mają swój lokalny język, uznają się za odrębną grupę etniczną. Z perspektywy pieszej widzi się więcej, tempo jest wolniejsze. Mogłem śledzić wszystkie zaobserwowane zjawiska.

Wstajesz rano, zakładasz plecak i idziesz… Idziesz, idziesz… O czym myślisz? Co czujesz?

Pamiętam reklamę przedstawiająca alpinistę , który stoi w pełnym ekwipunku na górskiej grani. Pod zdjęciem podpis: czasami to, co o czym myślę, nie jest tym, co czeka mnie za dwadzieścia lat, ale za dwadzieścia kroków. Te słowa bardzo do mnie przemówiły. Życie w drodze ulega uproszczeniu i to jest coś, co lubię, czego szukam. Nie planuję całego swojego życia, nie rozpraszam się na te wszystkie rzeczy, które codziennie mnie zajmują. Zajmuję się mniejszą ilością spraw, ale jestem bardziej świadomy. Kiedy idę, zajmuję się w pierwszej kolejności podstawowymi sprawami: co zjeść, gdzie spać. W pewnym momencie wędrówka staje się czymś naturalnym. Mam czas na obserwacje. Jestem „tu i teraz”, skupiam się na danej chwili. Przychodzi czas na głębsze przemyślenia. Przejście Łukiem Karpat w 2004 roku ogromnie mnie zmieniło i wywróciło moje życie do góry nogami. W czasie drogi na Camino, myślałem o tym, co chcę robić dalej w swoim życiu.

Co czułeś, kiedy stanąłeś wreszcie przed katedrą w Santiago de Compostela?

To był moment wzruszenia i satysfakcji. Właściwie nic więcej. Opadło wszystko, co towarzyszyło mi w drodze: zmęczenie, wątpliwości, trudności. Czułem ulgę, że mogę uspokoić swój umysł i nie muszę iść dalej. Podobnie było, kiedy po Karpatach dotarłem do Bratysławy. Najważniejsze wydarzyło się w drodze. To tak jak z książką. Okładka z przodu i z tyłu jest bardzo ładna, ale bardziej liczy się to, co jest w środku. Każda wędrówka zmienia i kiedy dotrzesz do celu, jesteś już innym człowiekiem.

Co zrobiłeś z intencjami, które niosłeś jako pielgrzym?

Położyłem je po prostu na grobie św. Jakuba. W katedrze spędziłem ok. dwóch godzin, dostałem tam kompostelkę itd. Następnego dnia wróciłem na plac, i obserwowałem ludzi, którzy docierają do końca swej wędrówki. Niektórzy po prostu siadają i patrzą, inni płaczą, rzucają się sobie w objęcia. W mojej pamięci został obraz dziewczyny z ciężkim plecakiem, która przyszła na boso. Stopy miała obklejone plastrami, widać było, że wiele przeszła. Jej twarz wykrzywiał grymas płaczu. I to właśnie widok świadectw tych osób był dla mnie bardzo ważnym momentem w Santiago, mocniejszym niż moje własne przybycie do celu.

Cztery miesiące wędrówki po Europie Zachodniej. Czy to kosztowna sprawa?

Zmieściłem się w 400€. Na całą pielgrzymkę zarobiłem w czasie zimy, pracując na wysokości.Z kolei na Karpaty otrzymałem dotacje za moją książkę, którą wydałem niedawno. Można ją kupić na mojej stronę. Odważyłem się na eksperyment, w którym każdy płaci za książkę tyle, ile uzna za słuszne. I eksperyment wypalił.

W trakcie przemierzania Karpat spotkałeś osoby, dla których góry były miejscem pracy, a nie wypoczynku. Jak nawiązywałeś z nimi relacje?

Nie potrafię tego wytłumaczyć, nie mam jednej recepty, a poza tym wcale nie mam łatwości w nawiązywaniu kontaktów. Tak naprawdę jestem nieśmiały. Zresztą, chyba nie ma jednej recepty na takie rzeczy. Albo może jest, w moim przypadku: dać sobie i drugiej osobie dużo czasu na spotkanie. Chcąc zrobić komuś zdjęcie, nie skradam się, ale staram się przyzwyczajać ludzi do siebie. W Rumunii miałem kiepską mapę, a na szlaku nie było żadnych znaków. Poszedłem do bacówki zapytać o drogę. W środku siedział jeden pasterz i jeden leśnik. Zaprosili mnie na obiad i kieliszek wódki. To był dla mnie cenny czas, bo zobaczyłem, jak pracuje rumuński pasterz.

Co jest niezbędne na pieszej wyprawie, oczywiście oprócz plecaka?

Wyznaję teraz zasadę „na lekko”, czyli mało rzeczy, ale jak najbardziej funkcjonalnych. Dzielę rzeczy na grupy: do spania, do gotowania, do ubrania na siebie, do higieny i do fotografii. Z każdej kategorii wybieram rzeczy niezbędne i pa kuję je do plecaka. Trudno powiedzieć, gdzie co pakuję, nie mam jakiegoś konkretnego systemu. Zawsze biorę ze sobą tylko jeden plecak i staram się do niego wszystko zmieścić. Wiem teraz, że wyprawa z plecakiem, który waży od 12 do 15 kilogramów, to zupełnie inna jakość, niż wędrówka z ponad 20-kilowym bagażem. W każdą podróż zabieram też kieszonkowy notes i tam zapisuję swoje przemyślenia.

Rozmawiała Małgorzata Czekaj

Łukasz Supergan – podróżnik, fotograf, pielgrzym. Jego przygoda z górami rozpoczęła się 20 lat temu. Przemierza, zwykle samotnie, pasma Karpat polskich, ukraińskich i rumuńskich. W 2004 r. przeszedł po raz pierwszy cały Łuk Karpat, w 93 dni pokonując ok. 2200 km. Było to pierwsze w historii samotne przejście tego łańcucha, wykonane „jednym skokiem”. Wyczyn ten powtórzył w 2013 r. W 2009 r. w ciągu 28 dni wszedł na szczyty 13 alpejskich czterotysięczników, m. in. trawersując masyw Mont Blanc. W 2010 r. wyjechał na dwuletnią włóczęgę do Azji. W 2013 r. wyruszył na pielgrzymkę szlakiem św. Jakuba, docierając do Santiago de Compostela i przylądka Finisterra po 111 dniach wędrówki, prosto z progu własnego domu. Jest autorem książki „Pustka wielkich cisz”. Prowadzi stronę internetową: http://www.lukaszsupergan.com

Share Button

WIĘCEJ DLA CIEBIE