Lis 152013
 

O tym, gdzie w Norwegii można zobaczyć Szkocję, kto opiekuje się krowami w Finlandii i dlaczego podróżnikom brakowało białego sera rozmawiamy z KLAUDIĄ REJMAN, uczestniczką projektu wyprawybusem.pl.

Dotarliście na Nordkapp na trzech biegach. Było ciężko?

Piątego biegu nie mieliśmy przez cały wyjazd, bo wysiadł jeszcze zanim wyjechaliśmy z Rzeszowa. Przed samym Nordkappem skrzynia biegów zaczęła się psuć i przestały działać nam dwa biegi: jedynka i wsteczny. Ruszaliśmy z dwójki, parkowaliśmy tak, żeby nie trzeba było cofać, a jeśli było to nieuniknione, po prostu pchaliśmy busa.

Dotarliście tam w nocy…

Tak, było ok. 23. Okazało się, że dwa dni wcześniej, zakończył się sezon i wjazd mamy bezpłatny. Ucieszyliśmy się, pojechaliśmy od razu po globus. Było szaro, a zaraz potem zaczęło świtać. Spaliśmy tej nocy w busie.

Wyprawy Busem Verdens ende - „Koniec świata” - to jedno z najpiękniejszych miejsc na trasie naszej tegorocznej wyprawy.Nordkapp był celem tegorocznej wyprawy, ale nie jedynym miejscem na mapie, do którego zamierzaliście się dostać. Co jeszcze widzieliście w Norwegii?

Ze względu na deszczową pogodę [wyprawa odbyła się w sierpniu br. – przyp. red.] nie udało nam się wszystkiego zobaczyć, jak np. Języka Trolla. W Norwegii super miejscem okazał się Verdens Ende, inaczej Koniec Świata. Spaliśmy tam pierwszą noc w busie, bo wszędzie były tabliczki „no camping”. Jednak warto było – widoki niesamowite. Całkiem przypadkiem trafiliśmy także do miejsca, do którego jechaliśmy trzy godziny po górach, przemierzając jakieś 40 km. Znaleźliśmy tam nieczynny zajazd, ale – o dziwo – był tam Internet. Tego dnia było bardzo zimno, ubraliśmy więc czapki, szaliki i rękawiczki. Zdziwiliśmy się, gdy nadjechał pewien samochód i wysiadła z niego babcia z wnukami ubranymi w krótkie rękawki i spodenki. Na wyróżnienie zasługuje również wyspa Runde – o zupełnie nietypowym dla Norwegii krajobrazie, bardziej przypominającym Szkocję. Pogoda była również iście szkocka – cały czas padało. Żyją tam maskonury i jest rezerwat ornitologiczny. Pierwszym, magicznym celem było dla nas przekroczenie Koła Podbiegunowego. Wtedy poczuliśmy, że naprawdę jesteśmy w Skandynawii. Zmienił się krajobraz. Otaczało nas pustkowie, bez domów i ludzi. Wszędzie za to były renifery, które wchodziły sobie na ulicę, nic sobie z tego nie robiąc. Na początku cieszyliśmy się i zachwycaliśmy każdym zwierzęciem, jednak po jakimś czasie już tylko trąbiliśmy, gdy zastępowały nam drogę.

Najciekawsze miejsce w Skandynawii…

Było ich bardzo dużo. Według mnie, do najciekawszych miejsc należał lodowiec Nigardsbreen. Można było podejść i go dotknąć! Miał błękitny kolor i wyglądał pięknie. Będąc na lodowcu, trzeba jednak bardzo uważać. Są one w nieustannym ruchu, kawałki lodu mogą się oderwać od czapy w każdej chwili, co może być groźne dla życia i zdrowia. Pod lód w zasadzie nie można wchodzić, są tam tabliczki ostrzegające przed ruchami lodowcowymi, ale nie wszyscy tego przestrzegają. Jedna dziewczyna robiła sobie zdjęcie, a kilka sekund później, w miejscu w którym stała, zawalił się lód…

Piszecie o zmiennej aurze podczas wyprawy. Jak sobie radzić z norweską pogodą?

Na pewno trzeba wziąć ciepłe rzeczy, takie jak czapki, szaliki i rękawiczki. Sprawdzić szafę i zabrać ubrania, które w Polsce przydałyby nam się na umiarkowaną zimę. Niezbędne jest coś od deszczu, a także getry, spodnie, dwie pary skarpetek, zwłaszcza w górach. Wiatr jest często silny i chłodny, więc temperatura odczuwana jest dużo niższa od rzeczywistej. Trzeba to wziąć pod uwagę, planując nocleg pod namiotem. W okolicach miejscowości A na Lofotach wiało tak mocno, że całą noc przespałyśmy z namiotem na twarzy. Staraliśmy się zawsze szukać osłoniętych miejsc, ale niekiedy na nic się to nie zdawało!

W Norwegii spotkaliście mnóstwo Polaków. Pewnego dnia aż osiemnastu!

Tak, spotykaliśmy często Złombolowców, a oprócz tego rowerzystę z Wrocławia, który jechał na Nordkapp i dziadka na skuterze (podobno wysłała go tam żona). Wszyscy Polacy, jakich spotkaliśmy byli bardzo życzliwi i pomocni. Zresztą, Norwegowie również nam pomagali, np. kiedy potrzebowaliśmy wody na kempingu lub mieliśmy problemy z automatem na stacji benzynowej. Chcieliśmy zatankować za 40 €, a można było tylko za 50. Próbowaliśmy odzyskać naszą resztę, ale nie wiedzieliśmy jak to zrobić. Spotkaliśmy pewne małżeństwo jadące kamperem i pani wyjaśniła nam, co robić, a potem dała nam 10 €, mówiąc, że nam przyda się bardziej niż jej.

Wracając zwiedziliście jeszcze parę krajów skandynawskich.

Tak, mieliśmy okazję wypocząć np. na farmie w Silijarvi w Finlandii. Mieliśmy tam dostęp do prawdziwego prysznica! Wreszcie mogliśmy się wykąpać, a nie tylko myć mimochodem po stacjach benzynowych. Z farmy do najbliższego sklepu było 20 km, do przedszkola 40. Dla nas koniec świata, ale wbrew pozorom, wszystko na tej farmie było zmechanizowane i skomputeryzowane. Farma liczy 250 krów i robot wie, co zwierzęta mają w danej chwili robić. Wie, co trzeba zanieść, kiedy odbywa się dojenie… Wykapaliśmy się też w bali z gorącą wodą (to takie hartowanie organizmu) i poszliśmy do sauny fińskiej, która jest obowiązkowa w każdym tamtejszym domu. Tak naprawdę, że wracamy do domu, poczuliśmy w Wilnie, gdzie słyszeliśmy już wielu Polaków. Po przekroczeniu granicy udaliśmy się do Biedronki, żeby zrobić zakupy. Tęskniliśmy za białym serem, którego nie ma za granicą i mieliśmy ochotę na śledzie…

Wyprawy Busem Osiem osób, w małym busie, miesiąc wyprawy. Jaka jest Wasza recepta na dobrą, miłą atmosferę?

Znamy się już długo, z harcerstwa, od czasów gimnazjum. Raczej nie zdarzają nam się poważne konflikty, a wszelkie małe problemy staramy się rozwiązywać na bieżąco. Mówimy wprost drugiej osobie, co nam się nie podoba w jej zachowaniu. Mamy świadomość, że podczas wyprawy, zwłaszcza gdy jesteśmy zmęczeni, głodni lub niewyspani, ktoś może nas czymś zdenerwować, ale nie robi tego specjalnie, tylko my po prostu jesteśmy rozdrażnieni i znużeni. To, na co normalnie nie zwracalibyśmy uwagi, w trudnych momentach staje się nie do zniesienia. Staramy się jak najmniej na siebie złościć. Mieliśmy kilka kryzysowych momentów podczas wypraw, np. w Budapeszcie zepsuł nam się GPS i nie było gdzie zaparkować. Od tamtego czasu unikamy wielkich miast, albo jedziemy do centrum komunikacją miejską, zostawiając busa na przedmieściach.

Macie jakiś plan dnia?

Tak, jak mówiłam, większość z nas zna się z harcerstwa, więc mamy zawsze wszystko poukładane (śmiech). Tak naprawdę, wolimy mieć plan, żeby niczego na wyprawie nie pominąć. Przede wszystkim, ja z koleżanką ustalamy mniej więcej trasę. Mniej więcej, bo czasem rzeczy, które miały być atrakcyjne okazują się nudne, a nieatrakcyjne za całkiem interesujące i trzeba trochę zmienić plan. Dzień wcześniej ustalamy, o której wstajemy i co będziemy robić. Dzielimy obowiązki: Chłopcy pakują bagaże na dach, sprawdzają płyny i samochód, my z dziewczynami składamy namiot, Aga przygotowuje posiłek. Mamy taki system „wyjmowania rzeczy” z bagażu. Ponieważ wszystkich rzeczy mamy sporo, a nasze bagaże są poukładane jeden na drugim, w określonym porządku w bagażniku i wyciąganie jednej potrzebnej rzeczy byłoby stratą czasu, umówiliśmy, że w jednym dniu wyciągamy sobie rzeczy na dwa następne. Teraz na Nordkappie mieliśmy taki system, że jechaliśmy cały dzień, aż do 23-24 w nocy, bo było jeszcze jasno. Wstawaliśmy o 8, wyspani i wypoczęci na kolejny dzień.

Kto kierował?

Maciek i Bartek. Oni już nauczyli się jeździć naszym busem. Trzeba bardzo uważać, jak się go prowadzi.

Gdzie znajduje się teraz bus?

Przez jakiś czas stał u nas pod blokiem w Krakowie. Na weekend 11 listopada wrócił do Rzeszowa i pewnie odstawimy go do mechanika. Co prawda, chłopcy dzielnie i kreatywnie naprawiali drobne usterki podczas wyprawy, ale po przyjeździe bus musi przejść gruntowne „odświeżenie”.

Czy w roku akademickim jeździcie nim gdzieś?

Tak, najczęściej w góry, w Bieszczady. Co roku jedziemy nim też na imprezę sylwestrową. Zawsze wykorzystujemy go tez przy naszych studenckich przeprowadzkach: z Krakowa do Rzeszowa, z Rzeszowa do Lublina itp.

Dokąd wyruszycie za rok?

Mogę tylko powiedzieć, że będzie to kierunek na Bałkany lub Zachód, ale w zupełnie inne miejsce niż do tej pory byliśmy. Musimy wziąć pod uwagę wiek naszego pojazdu, ma skłonności do „pocenia się”, więc gorące klimaty zdecydowanie mu nie służą. Raczej wybierzemy coś chłodniejszego.

Rozmawiała Małgorzata Czekaj

3 wyprawy, 20 000 km, 15 państw, 100 dni i dobra zabawa – tak wygląda dotychczasowy bilans studenckich podróży 25-letnim busem Volksvagenem caravelle T3. O przygodach ekipy można przeczytać na stronie: www.facebook.com/wyprawybusempl

Share Button

WIĘCEJ DLA CIEBIE