Sie 062013
 

 Ciągnęło mnie do Lwowa. Byłem tam tylko na dwudniowej wycieczce i wróciłem oczarowany. Chłonąłem Lwów jak spragniony pielgrzym, który znalazł się blisko celu swej wędrówki.

Urodziłem się w Szczecinie i choć to moje miasto rodzinne, gdzie kończyłem szkoły – nie mogłem zagrzać tam miejsca, wiatr od morza roku 1980 przywiał mnie aż do Krakowa, dawnej stolicy Polski, tutaj poczułem się jak u siebie, „zbudowałem swój dom, zasadziłem drzewo”, mam rodzinę i pracę.

Ale okazuje się, że ciągnęło mnie dalej – do Lwowa. Byłem tam tylko na dwudniowej wycieczce i wróciłem oczarowany. Tam już naprawdę poczułem się jak u siebie, chłonąłem Lwów jak spragniony pielgrzym, który znalazł się blisko celu swojej wędrówki.

Przedstawione zdjęcia to jakby reporterskie migawki, powinny przemawiać same za siebie. Różnorodność tematów ogranicza i przytłacza każdy możliwy opis i komentarz. Zobaczcie sami…

Osobną galerię tworzą zdjęcia z Cmentarza Łyczakowskiego – polskiej nekropolii. Widać, czym był i jest Lwów dla Polski. Wzruszenie, pochylenie głów, palenie zniczy. Po długiej wędrówce docieramy do cmentarza Orląt Lwowskich, gdzie zaduma i hołd tym, którzy bronili Lwowa jak niepodległości. I gorzka refleksja, że wraz z jego utratą my, Polacy, jakby utraciliśmy serce…

Ale to nie koniec tej historii… W tym roku wyruszam do Lwowa z moim ojcem i synem.

Tekst i zdjęcia: Jarosław Kajdański

Share Button

WIĘCEJ DLA CIEBIE