Paź 032013
 

– W Afryce zawsze starałem się spać na dziko, pod baobabami, nawet jeśli byłem w gościnie w jakiejś wiosce – mówił DOMINIK SZMAJDA, pokazując zdjęcia rozłożystych drzew w złotym słońcu Afryki. Podczas wyprawy ceni swoją prywatność, ale – jak przyznał podczas rozmowy – nie szuka samotności.

Z jednej strony Ural Polarny, z drugiej – gorąca Afryka, w której byłeś już kilka razy. Która z tych krain jest Ci bliższa?

Trudno powiedzieć: lubię różnorodność i nie chciałbym jeździć wciąż w to samo miejsce. Jest wiele miejsc do zobaczenia; wiem, że wszystkich nie jestem w stanie zobaczyć i doświadczyć. Jednak te miejsca, w których już byłem, to znaczy Afryka czy tundra, mają wspólną cechę: krajobraz pustynny. Wielkie przestrzenie, nieosłonięte drzewami, na których prawie w ogóle nie ma ludzi.

Masz na myśli płaski teren czy raczej górzysty?

Góry są wspaniałe, ale ja marzyłem o też tym, żeby w tundrze znaleźć się w takim miejscu, z którego, gdy obejrzę się wokół, cały czas będę widział horyzont. I w takim miejscu się znalazłem. Rozejrzałem się i było to bardzo miłe doświadczenie.

Co Cię przyciąga do wielkich przestrzeni?

Nie wiem, może potrzebuję dużo miejsca? (śmiech) Na pewno daje mi to poczucie wolności. Nie jestem niczym skrępowany; widzę horyzont i wiem, że mogę tam dotrzeć. To jest bardzo przyjemne. Pojęcie odległości jest odmienne w różnych kulturach. Jeśli chodzi o grupy etniczne, to odległość, która dla nas wydaje się całkiem duża, dla innych jest niewielka. Na przykład, w tundrze mieliśmy taką sytuację z koczownikami: powiedzieli nam, że pakują się i niedługo wyruszają w drogę. Zapytaliśmy dlaczego, bo dopiero wczoraj przybyli na to miejsce. Odparli, że „idą ludzie i muszą zrobić im miejsce”. Tymczasem my jechaliśmy wtedy sześćdziesiąt kilometrów i nie spotkaliśmy nikogo…

Kiedy nie podróżujesz i jesteś w Polsce, także szukasz wielkich przestrzeni?

Nie, pracuję i żyję podobnie jak inni ludzie (uśmiech). Staram się dostosować i wykorzystuję czas najlepiej, jak potrafię. I to nie jest tak, że kocham tylko wielką przestrzeń, bo lubię też, jak wspomniałem, różnorodność. I na przykład teraz wybieram się do dżungli, gdzie o  przestrzeń właściwie trudno…

Na rowerze?

Nie, to będzie spływ. Rower towarzyszył mi przez ostatnie lata podróżowania i to jest mój środek transportu. Daje dużo przyjemności, ale musi być spełniony jeden warunek: musi być droga. Jakakolwiek.

Sprawdziłeś to osobiście…

Pchanie roweru po pustyni lub grząskiej tundrze jest wyczerpujące i na dłuższą metę praktycznie niemożliwe. Tylko jeśli są jakieś drogi, nawet szutrowe czy leśne, można sensownie przemieszczać się na rowerze.

Czy następna wyprawa będzie też samotna?

Nie. Zaprosiłem trzech kolegów i razem lecimy do Kamerunu. Tak naprawdę samotnie byłem tylko dwa razy. Kiedy podróżuje się w grupie, wszystkie decyzje są wynikiem konsultacji i kompromisów. Jeśli jest się samemu na wyprawie, można się lepiej poznać. Ode mnie samego zależy wtedy, kiedy się zatrzymuję, gdzie śpię i co jem. Wszystkie decyzje są moje; robię to, co ja chcę, a nie ktoś inny. Poznaję swoje potrzeby. Te prawdziwe. Nie myśl, że jestem typem samotnika, który w podróży szuka samotności, bo nie lubi ludzi. Wręcz przeciwnie! Jestem towarzyski, ale doświadczenie samotnej wyprawy było mi potrzebne.

Ile ważył Twój rower, łącznie z sakwami, kiedy przemierzałeś bezdroża tundry?

Na pewno ok. pięćdziesiąt kilogramów.

Spędziłeś trzy tygodnie na pustkowiu, próbując dotrzeć do gór Ural. Czy miałeś jakieś urządzenie do kontaktu ze światem lub przywoływania pomocy?

Nie, nie pomyślałem o  tym, że może mi się przydać. Ludzie, których spotkałem, choć było ich niewielu, byli bardzo przyjaźni i pomocni. Czułem się bezpiecznie. Akurat w okresie, kiedy tam byłem, nie groziły mi także żadne drapieżne zwierzęta, np. niedźwiedzie. Na następną wyprawę do Afryki biorę telefon satelitarny.

Właśnie, Afryka – powracałeś tam kilka razy i w różne miejsca. Jaki jest Czarny Ląd według Dominika Szmajdy?

Różnorodny. Mali to prawdziwa mieszanka etniczna; żyje tam kilka plemion i są całkowicie od siebie różne. Jest dużo interesujących miejsc i rzeczy do zobaczenia, np. góry, pustynia, baobaby. Z drugiej strony Mali to kraj turystyczny, ludzie chcą tam pieniędzy za zdjęcia lub po prostu za nic i to jest bardzo męczące, zwłaszcza jeśli jedzie się na rowerze. Zupełnie inaczej jest w Czadzie, gdzie turystów prawie nie ma. Toczyła się tam do niedawna wojna domowa, ale od kilku lat jest już bezpiecznie i można spokojnie podróżować. Nie ma tam infrastruktury turystycznej, więc jest to wymarzone miejsce dla tych, którzy nie potrzebują spania w hotelach. Tubylcy znają białych tylko z pracy misjonarzy lub organizacji humanitarnych. Jednak w środkowej i południowej części kraju nie ma ciekawych krajobrazów – jest płasko, trawiasto i monotonnie. Z kolei Mauretania to kraj bardzo konserwatywny, mocno islamski. Jeśli ktoś nie przepada za kulturą arabską, nie będzie się tam dobrze czuł.

W jaki sposób podróże Kazimierza Nowaka zainspirowały Cię do własnych?

W ogromny! To właśnie dzięki książce „Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd” udałem się do Afryki i na rowerze. Wcześniej myślałem raczej o trampingach do Azji. Czytając reportaże Nowaka rozmarzyłem się na temat długiej samotnej podróży w dzikie tereny Afryki. I w końcu, pod koniec 2008 roku udało mi się wyruszyć w taką właśnie podróż.

Wspomniałeś, że następna wyprawa to będzie spływ. Zamienisz chyba dętkę traktorową z Uralu na coś bardziej wygodnego i profesjonalnego?

Tak! To będzie wyprawa o charakterze ekspedycyjnym, spływ rzeką Dja do rezerwatu leśnego o tej samej nazwie. To jeden z największych, wciąż dziewiczych kompleksów lasów deszczowych w Afryce, w Kamerunie. Będziemy płynąć kanadyjką pneumatyczną. Trenowaliśmy na rzece Bóbr, trafiliśmy akurat na wezbrane wody i powiem Ci, że było hardcorowo.

 Rozmawiała Małgorzata Czekaj

Dominik Szmajda – (1974), podróżnik, fotograf, współwydawca książki „Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd” Kazimierza Nowaka. W ostatnich latach odbył kilka wypraw rowerowych: Maroko, Sahara Zachodnia, Mauretania, Mali (2008/2009), Libia (2009/2010) i Czad (2011). Laureat nagród na festiwalach podróżniczych, autor wystaw fotograficznych. Jeden z liderów projektu podróżniczego „Sztafeta Afryka Nowaka”, współzałożyciel i prezes Fundacji im. Kazimierza Nowaka, organizator Festiwalu Na Szage i Konkursu im. Kazimierza Nowaka. Autor książki i filmu: „Rower góral i na Ural”. Prowadzi stronę: http://dominikszmajda.com/

Share Button

WIĘCEJ DLA CIEBIE