Gru 062013
 
Wojciech Cejrowski

O tym, z czego śmieją się Indianie i pod jakim względem łatwiej żyć w Meksyku opowiedział nam WOJCIECH CEJROWSKI, znany podróżnik i poszukiwacz ginących plemion Amazonii.

Z wizytą w indiańskiej wiosce

Nie przepada ani za górami, ani za Azją, albo Afryką. Ciągnie go do nieprzyjaznej dżungli, do Ameryki Południowej. Pomimo, że Polskę uważa za matkę, kulturowo bliżej mu do Ameryki. Nie lubi europejskich filmów oraz europejskiej literatury, ceni amerykańską wolność i przedsiębiorczość. Dobrze żyje mu się w Meksyku, ponieważ w tym kraju czuje się swobodnie i jak u siebie. Pasją Wojciecha Cejrowskiego jest poszukiwanie ginących plemion indiańskich zachowujących tradycję przodków i żyjących według starych zwyczajów. Nie każda jego wyprawa kończy się sukcesem, ponieważ dzikich plemion jest coraz mniej. Nic sobie jednak z porażek nie robi i jak każdy facet radzi sobie z nimi doskonale. Podróżnik znany jest nie tylko ze swoich osiągnięć eksploracyjnych, lecz także z programów publicystycznych i występów podróżniczych.

W jednym z wywiadów powiedział, że wywoływanie radości to ogromna frajda. Lubi rozśmieszać innych, co konsekwentnie robi podczas swoich występów. Zapytaliśmy pana Wojciecha, jakie poczucie humoru mają Indianie i w czym ono się objawia.

Jak twierdzi podróżnik, poczucie humoru u Indian jest bardzo praktyczne i przypomina poczucie humoru u dzieci. Śmieją się z konkretnych rzeczy; z czegoś, co nie powinno mieć w ogóle miejsca. Na przykład, śmieszna będzie dla nich ciężarówka bez ładunku, albo proste i zabawne wydarzenia, kiedy ktoś wywróci się na skórce od banana, przewróci w kałużę lub śmiesznie podskoczy.

Indianie raczej nie opowiadają kawałów, ponieważ mówienie o tym, że ktoś wywrócił się na bananie, nie będzie śmieszne; to trzeba po prostu zobaczyć. Dowcip wymaga użycia języka w szczególny sposób – tak, aby zaistniała gra słów i pojawił się komizm wymyślonej sytuacji, a w języku Indian podobne zjawiska nie zachodzą. Indianin opowiada konkretne wydarzenie, nie buduje fabuł. Trudno mu jest pojąć coś, co dzieje się tylko w wyobraźni.

Słowo w kulturze indiańskiej jest jak węgiel, który łatwo szczepia się z innymi pierwiastkami i dzięki temu ma szerokie zastosowanie; jest praktyczne i musi się dać zastosować w kilku znaczeniach. Gramatykę upraszczamy do minimum, a znaczenie zmieniamy, przestawiając kolejność słów, np. „mięso wczoraj” znaczy coś innego niż „wczoraj mięso”. Pierwsze oznacza: „zepsute, nieświeże mięso”, a drugie: „jadłem wczoraj mięso”.  Indianin słów ma niewiele, a musi za ich pomocą opisać cały swój świat…

Jak przyznaje Wojciech Cejrowski, powitanie w indiańskiej wiosce zwykle nie jest ani przyjazne, ani gościnne, tylko naszpikowane strzałami z łuków i dmuchawkami. Trudno się dziwić, przecież Indianie nie wiedzą, czego można spodziewać się po obcym białym. Na wszelki wypadek są bardzo ostrożni. Warto wtedy pamiętać, że najprostszym sposobem na rozbrojenie jest właśnie śmiech. Śmieszne jest antytezą zagrożenia; jako ludzie myślimy, że jeśli coś jest dla nas śmieszne, to również jest niegroźne. Nawet jeśli ośmieszymy siebie, ale rozśmieszymy Indian, jesteśmy na dobrej drodze – oni nas się już nie boją, a my ocaliliśmy życie.

Pan Wojciech rozśmiesza Indian swoim ubiorem. Specjalnie ubiera się w indiańskie przepaski – i jak by jeszcze było mało – w przepaski damskie. Indian śmieszy to z dwóch powodów. Po pierwsze, oni sami aspirują do noszenia ubrań dostępnych w naszej cywilizacji i doskonale wiedzą, że jeśli przychodzi do nich biały człowiek, to powinien nosić koszulę, a nie kuźmę indiańską, jak najstarsi ludzie w wiosce. Pewnie podobnie zareagowalibyśmy my, gdyby jakiś – załóżmy – Amerykanin przyjechał do Polski w przedwojennym ubiorze naszych dziadków… Wracając jednak do Wojciecha Cejrowskiego i Indian, drugim zabawnym powodem jest pomyłka białego, który założył strój kobiety. Indianie podobno pękają ze śmiechu. A pan Wojciech, już bezpieczny, może się przebrać z powrotem w swoje ciuchy.

Wiara Indian jest prosta, ale mocna. Szczególnie ważne w ich kulturze jest to, że szanują ludzi starszych i otaczają ich szczególną opieką. Nie do pomyślenia jest u nich zostawić swoich rodziców samych sobie, kiedy potrzebują pomocy. Mają świadomość, że starszy człowiek jest blisko śmierci, a wierzą dużo mocniej niż my w świętych obcowanie i w istnienie lepszego świata, czyli Raju. Wierzą, że babcia po śmierci zyska nadprzyrodzone moce, np. będzie mogła się komuś przyśnić, albo przenikać ściany. Zaraz po śmierci modlą się do swojej babci, bo wierzą, że im pomoże, np. podpowie, gdzie iść na polowanie. Z góry przecież wszystko widać lepiej. No i będzie mogła też straszyć – więc lepiej być dla niej miłym…

 Ranczo w Arizonie

Czy prawdziwi kowboje jeszcze istnieją? Czy noszą broń i jeżdżą konno? W jaki sposób ujeżdżają konie? Dwadzieścia lat temu Wojciech Cejrowski podróżując przez Arizonę, najął się do pracy na tamtejszym ranczu, żeby znaleźć odpowiedzi na pytania z dzieciństwa i posłuchać na żywo muzyki country. Spodobało mu się i… tak już został, osiedliwszy się na własnym ranczu.

O Indianach w Arizonie mówi niechętnie. Kultury Hopi, Apaczów, czy Indian Puebla nie przetrwały we współczesnej Ameryce Północnej. Zostały zdegradowane do poziomu rezerwatów, które rządzą się swoimi własnymi prawami, np. dozwolona jest licencja na bezcłowy handel alkoholem lub hazard – zjawiska całkowicie zakazane w niektórych stanach. Dla Indianina lepiej jest, kiedy żyje poza rezerwatem, może wtedy zachować dawne tradycje i wartości.

 Krótkie ręce Meksyku

Wojciech Cejrowski uważa, że w Meksyku żyje się lepiej pod względem biurokratycznym. Państwo może działać propaństwowo, jeśli do pewnego momentu zapewnia rzeczywiste bezpieczeństwo obywatelom. Na przykład, król dba o sądownictwo, dzięki czemu jest mniej rzezimieszków w królestwie. Trakty królewskie są bezpieczne, powstają przy nich karczmy i gospody. Państwo zaczyna się psuć, kiedy rodzi się biurokracja – wtedy, kiedy kasztelan zaczyna szukać zajęcia dla swoich synów. Chce, żeby oni też mieli pracę i tworzy niepotrzebne stanowiska. Pan Wojciech uważa, że obecnie w Europie mamy przerost państwa, jak za PRL-u. Na wszystko trzeba mieć papierek. Dlatego chętnie jedzie do Meksyku, gdzie państwo ma za krótkie ręce, żeby pilnować obywateli na każdym kroku. Nawet w stolicy urzędnikom trudno jest opanować sytuację, bo 30-milionowa rzesza ludzi przemieszcza się szybciej niż państwo rusza głową. W Meksyku dorosły, odpowiedzialny człowiek może żyć „poza” państwem, które nie nakłada mu kajdan. Nikomu nigdy nie przyjdzie do głowy, żeby pytać o pozwolenie na pracę, a najbiedniejsi nie są w ogóle opodatkowani. Oczywiście, nie wynika to z tego, że państwo meksykańskie jest takie dobre dla swoich obywateli, tylko po prostu nie jest w stanie ogarnąć biurokracją człowieka, który jest niepiśmienny, nigdy nie miał dowodu osobistego i prowadzi np. zakład szewski. Taki człowiek nie widnieje w żadnych księgach, nie uczestniczy w wyborach i właściwie wypada poza system. Jak można zmusić go do prowadzenia księgowości? Dopóki więc prowadzi działalność gospodarczą na utrzymanie swojej rodziny, państwo w ogóle się nim nie interesuje, a nawet jest mu wdzięczne, że zarabia sam na siebie, a nie zawraca głowę i przychodzi po zasiłki. Na przykład, gdy piekarz zatrudnia w piekarni wyłącznie swoich synów, to nie ma obowiązku podatku. Gdyby jednak zatrudnił czeladników spoza rodziny, oznaczałoby, to że jego interes przerósł utrzymanie jednej rodziny. Wtedy państwo sięga po swoje „kawałki tortu”.

Recepta na spełnianie marzeń

Wojciech Cejrowski podróżuje, pije yerba matę, prowadzi sklep kolonialny i biuro wyprawowe Gringo Travel. Ma ranczo w Arizonie, dom w Meksyku… Recepta? Wszystko musi na siebie samo zarabiać. Nawet yerba mate. W rodzinie pana Cejrowskiego zawsze było tak, że nawet nałogi na siebie zarabiały. Nie może być takiej sytuacji, kiedy rodzina musi sobie coś odmówić, żeby zaspokoić przyjemności taty lub dziadka. Korzyści nie zawsze trzeba liczyć w pieniądzach. Czasem pan Wojciech wyświadcza komuś przysługę, w zamian prosząc o modlitwę w swojej intencji.

 Małgorzata Czekaj i Michał Lein

Wojciech CejrowskiWojciech Cejrowski – podróżnik, poszukiwacz ginących plemion Amazonii, absolwent KUL-u, magister socjologii, osobowość telewizyjna, popularny dziennikarz radiowy, artysta kabaretowy, pisarz i publicysta, satyryk, gorący krytyk biurokracji i socjalizmu, krytyk muzyczny, fotografik, z zawodu cieśla. Laureat licznych nagród, m.in. Bursztynowego Motyla (2003), wyróżnienia za filmy „Boso przez świat” w kategorii najlepszy program telewizyjny (II Międzynarodowy Festiwal Filmów Turystycznych), nagród bestseller według Empiku w latach: 2008 (podwójna) i 2010 oraz laureat Wiktora (2010) w kategorii największe odkrycie telewizyjne w 2009 r. Od 20 lat organizuje wyprawy w najdziksze zakamarki naszej planety. Był w 40 krajach na 6 kontynentach. Osiągnięcia zaliczają go do czołówki nie tylko polskich, ale i europejskich podróżników. Ze względu na doświadczenie i mądrość nabyte podczas wypraw, Wojciech Cejrowski powinien być wzorem dla początkujących podróżników.

Share Button

WIĘCEJ DLA CIEBIE