Sie 032013
 

W Merthyr Tydfil mieszkałam prawie półtora roku. Okazało się, że zarówno miasteczko, jak i okolica,skrywały w sobie wiele piękna i nie odkrytego jeszcze potencjału.

Jak opisać państwo, które ani nie leży daleko, ani nie jest egzotyczne, a jednak tak inne od naszego? Bo to nieprawda, że wszędzie w Europie jest tak samo. Są pewne niuanse, które niosą historia i kultura oraz mentalność mieszkańców. I dlatego każdy, kto wyjedzie do Wielkiej Brytanii i pobędzie tam dłużej, przeżywa mniejszy lub większy szok kulturowy. Oczywiście, nie jest to „szok” w potocznym rozumieniu, tylko naukowym.

 Walia, po walijsku Gymru. należy do Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii. Leży na półwyspie i graniczy z Anglią. Merthyr Tydfil to zarówno miasto, jak i hrabstwo w południowej części regionu. Jako miejscowość jest stolicą hrabstwa oraz rozłożystym i uporządkowanym miesteczkiem. Tak właśnie zapamiętałam Merhyr: łagodne zbocza okolicznych wzgórz opadające jak fale; rzędy domków układających się w białe i kolorowe sznurowadła; w nocy wyraźnie rozświetlone latarnianym blaskiem nitki ulic.

 Do Merthyr Tydfil dojeżdżają pociągi i autobusy z Cardiff i okolic. Nic dziwnego – w końcu jest to dobra baza wypadowa do zwiedzania południowej Walii. Niedaleko znajduje się Park Narodowy Brecon Beacons z m.in. pięknymi wodospadami Brecon, najmniejszą na świecie destylarnią Penderyn i zabytkową Brecon Railway Mountain. Okolice to również dobre tereny do uprawiania downhillu i jazdy konnej oraz wycieczek trekkingowych i rowerowych. Do dyspozycji jest ponad 100 km tzw. dróg publicznych, w tym 23 km wiedzie przez Park Narodowy Brecon. Na trasy można zabierać psy (zwierząt trzeba pilnować i po nich posprzątać), a także wjeżdżać na nie pojazdami silnikowymi, np. quadami.

 Walijski krajobraz urzeka od pierwszego spojrzenia. Pagórki rozciągające się dookoła są łagodne. Trawiaste zbocza rozkładają się jak zielone płachty. Gdzieniegdzie widać wstążki ścieżek. Dużo częściej ujrzymy jednak stada owiec i skrupulatnie posadzone żywopłoty. Gdyby spojrzeć z lotu ptaka – każdy skrawek ziemi jest podzielony przez „żywopłotowe” linie.

 Jedziemy samochodem po wąskiej szosie, wspinając się raz w górę, raz w dół. Jedzie się tędy dużo wolniej niż obwodnicą, ale przyjemniej. Trzeba uważać na zwierzęta, które podchodzą bardzo blisko drogi, niekiedy układając się do odpoczynku na poboczach. Zjeżdżamy ze wzgórza, mijamy urocze walijskie wioski, z bluszczem na furtce, niewielkie farmy, walijskie centrum sokolnicze, dawną kopalnię węgla Big Pit. Tutaj czas się zatrzymał. Walia pokazuje się swoją dobrą i łagodną twarz, muskaną wiatrem, deszczem i słońcem…

 Wieczorami Walia ma swoje drugie oblicze. Merthyr Tydfil tętni życiem do drugiej w nocy – bo o tej godzinie dyskoteki są zamykane. Puby, dyskoteki, restauracje fast food – takie same jak wszędzie, nic szczególnego. Jest zwykle głośno i smutno. Część osób chce w tym zgiełku odpocząć i się rozerwać, ale nie znajdzie tam wypoczynku ten, kto zasmakował już w pięknie walijskiej przyrody!

 A przygoda z naturą w Merthyr Tydfil może rozpocząć się w blaszanym baraku. Na obrzeżach miasteczka jest wiele takich „prowizorycznych” pomieszczeń. Mieszkają w nich najlepsze „środki transportu” – konie. Jak do tej pory żadni obrońcy zwierząt się nie przyczepili, bo pewnie i tak nie mieliby do czego. Zwierzęta są zadbane, przebywają większość czasu na zielonej łące i skubią trawę. Mało estetyczna stajnia w ogóle im nie przeszkadza.

 Najkrótszy szlak konny wokół miasteczka wiedzie po łagodnych zboczach nad miejscowym zbiornikiem wodnym (z charakterystyczną wieżyczką i lejem). Ciemnobłękitne „oczko” wodne wspaniale odbija się na zielono-żółtej ziemi walijskiej. Przy dobrej pogodzie nad jeziorkiem można oglądać malowniczy zachód słońca.

 Walijskie domki, ściśnięte między sobą, umieszczone ciasno tuż przy ulicy, przypominają „poziome”, osiedlowe bloki. Front owych posiadłości jest identyczny: drzwi wejściowe i szerokie okno salonu, przez które z łatwością można się wychylić i pożyczyć gospodarzom „miłego dnia” idąc na zakupy czy na spacer… Ale to oczywiście tylko jeden ze standardów, bogatsi i bardziej wymagający stawiają domy z prawdziwego zdarzenia, jakich u nas jest wiele na wsiach i w miasteczkach, na przedmieściach popularne są także bliźniaki. Plusem tych brytyjskich domków jest dostęp do ogrodu (z tyłu). Jednak coś w tej ciasnocie i dziwaczności jest – przyjemnie jest usiąść wieczorem w salonie lub w kuchni i podziwiać swój mały ogródek.

Ulice Merthyr są w większości wąskie, z ostrymi zakrętami. Na chodnikach stoją zaparkowane samochody, bo w większości dzielnic brak jest prywatnych garaży. Zresztą, nie są one potrzebne, skoro każdy z mieszkańców ma zagwarantowane miejsce przed własnym domkiem.

 Obejrzyj film z Merthyr Tydfil:

 W Merthyr Tydfil znajduje się zabytkowy wiadukt, z którego o każdej porze dnia i nocy rozpościera się przepiękny widok. Warto też, bez względu na porę roku, zajrzeć do parku w centrum miasta, nieopodal zameczku – to wspaniałe miejsce rekreacyjne dla dużych i małych.

Wstyd się przyznać, że podczas mojego pobytu w Walii nie potrafiłam w pełni docenić piękna tamtejszej przyrody. Owszem, zachwycałam się widokami i tzw. wiatrem we włosach, ale wydawało mi się, że to wciąż „za mało”, i to „za mało egzotycznie”. Myślałam, że potrzebuję czegoś więcej, że muszę jechać „dalej”, szukać czegoś, czego wciąż nie mam. Miałam zamknięte serce. Dziś uczę się otwierać je na piękno świata, tu i teraz, bo cały świat jest piękny. I ludzie są dobrzy i piękni, stworzeni przez Boga, Stwórcę wszystkich rzeczy, na Jego obraz.

Dojazd:

Easy Jet z Krakowa do Bristolu – to chyba najtańsze połączenie lotnicze. Planując urlop z odpowiednim wyprzedzeniem, możemy zapłacić od 144 zł za bilet w jedną stronę. Z lotniska można dojechać do Cardiff autobusem za sześć funtów (http://www.greyhounduk.com/), a ze stacji kolejowej w Cardiff odchodzą często pociągi do Merthyr Tydfil. Dzięki temu rozwiązaniu możemy po drodze zwiedzić piękny angielski Bristol z zabytkowym mostem i zoo oraz stolicę Walii: Cardiff z monumentalnym zamkiem i urokliwą zatoczką – dlatego warto się w w tych miastach zatrzymać na dłużej.

 Noclegi:

Baza noclegowa już powstała i znajduje się na www.visitmerthyr.co.uk/where-to-stay.aspx .

Atrakcje:

Park Narodowy Brecon Beacons, a w nim m.in. wodospady Brecon,

– destylarnia Penderyn – tylko dla smakoszy

– Brecon Mountain Railway

– kopalnia Big Pit

– szlaki rowerowe, konne, piesze (widać je z ulicy)

 Pogoda:

Wbrew powszechnym opiniom, na Wyspach jest dużo ładnych i słonecznych dni. Późną wiosną, w lecie i wczesną jesienią można wziąć lżejsze ubrania, w tym również te przewidziane na upał. Nie należy jednak lekceważyć deszczu i trzeba zabrać też kurtkę przeciwdeszczową i nieprzemakalne buty, najlepiej trekkingowe. Ze względu na wiatr, warto też zabrać chustę lub szal do osłony. W zimie zdarza się, że spadnie śnieg; wtedy najczęściej w sklepach tworzą się niesamowite kolejki, bo Walijczycy robią zapasy żywności. Trzeba wziąć pod uwagę, że może wtedy nie działać komunikacja. Śnieżne i mroźne zimy to jednak raczej odległy temat w Wielkiej Brytanii. Zwykle jest bladosłonecznie i mokro, a temperatura utrzymuje się pomiędzy 0 a 10 stopnia Celsjusza. Chociaż, kiedy byłam za pierwszym razem w Walii w lutym, to chodziłam w krótkim rękawie – było prawie 25 stopni… ale to była pewnie anomalia pogodowa… 😉

Małgorzata Czekaj

Zdjęcia: arch. pryw.

Film: MerthyrTydfilCBC

Share Button

WIĘCEJ DLA CIEBIE