Wrz 172013
 
Melania Tutak

– Przywożę z moich podróży smaki i zapachy, które potem otwieram w ciągu roku jak kieszonki i wyciągam z nich miłe wspomnienia. To nie tylko sama ciekawość, ale ciągłe poszukiwanie, próba odpowiedzi na pytania, skąd pewne rzeczy biorą się w naszych głowach i duszach – mówi MELANIA TUTAK, kierownik Domu Historii Podgórza w Krakowie, z zamiłowania podróżniczka.

Co się czuje, gdy się wchodzi na Elbrus?

To coś niezwykłego. Mieszanka radości, euforii, zmęczenia; szloch szczęścia. Wszystkie myśli się wtedy kumulują nad absolutnym poczuciem szczęścia, spełnienia. Są łzy radości, euforia, zapominasz o zmęczeniu i dolegliwościach tej wysokości (Elbrus 5642 m n.p.m.) Pamiętam, że byłam szczęśliwa, że udało nam się wejść wszystkim, tak rodzinnie, tzn. mnie, mojemu synowi Tymkowi i moim braciom Michałowi i Kubie. Czułam tak po ludzku dumę z tego, że jestem na dachu Europy, że udało się zrealizować nasze wspólne marzenie i że jest tak pięknie; niesamowity krajobraz nietknięty ludzką ręką. Z utęsknieniem czekaliśmy na wschód słońca, bo było nam bardzo zimno.

I potem było już cieplej?

Tak, ale już sam fakt, że wstaje nowy dzień, był ważnym wydarzeniem, prawie mistycznym. Cały czas walczyliśmy z zimnem i wiatrem, które na tej wysokości bezlitośnie atakują. Dla zawodowych alpinistów to pewnie pestka, dla nas było to ogromne wyzwanie i nieustająca wielogodzinna walka, ze zmęczeniem i groźbą odmrożeń. na-szczycie-1 Na szczycie Elbrusa, 2 sierpnia 2013, godz. 7. 15, od lewej: Kuba, Michał, Tymek i Melania Tutak

Skąd wziął się pomysł na wyprawę?

Pomysł wyszedł od mojego partnera, który wie, że fascynują mnie góry wysokie.  Elbrus nie jest trudny, jeśli myślimy o ekspozycjach, trudnościach technicznych – wspinaczkowych, natomiast jest wymagający, jeśli chodzi kondycję plus czynnik najważniejszy – pogoda. Ta góra jest niezwykle kapryśna. Słowem, trzeba się naprawdę dobrze przygotować. Oczywiście, profesjonalni wspinacze wbiegają na nią bez większych problemów, ale ja musiałam zabrać się za siebie, jeśli chciałam na nią wejść. Lubię nowe wyzwania. Już od kwietnia biegałam, pływałam, robiłam ćwiczenia wysiłkowe, żeby wzmocnić kondycję i siłę mięśni. Z synem byliśmy co tydzień w górach, najczęściej w Beskidach i Gorcach.

Góry były już wcześniej, czy zaczęły się wraz z Elbrusem?

Od dziecka lubiłam chodzić po górach. Jestem z Podkarpacia, więc pewnie miłość do nich mam zaszczepioną we krwi (śmiech).

ja-i-tymek-i-karkonosze Z synem Tymkiem w Karkonoszach, 2011Najwyższy szczyt Kaukazu zdobyty. Co teraz?

Tydzień po powrocie pojechałam z synem w Gorce. Tęskniło nam się już do gór. Po prostu kocham przyrodę, czuję potrzebę „bycia” gdzieś, ścierania się samej ze sobą. Kocham też architekturę i sztukę, bo to się wiąże z moją pracą. Kiedy podróżuję, odwiedzam więc muzea i zabytki, podpatruję, porównuję, podziwiam. Za rok pewnie Mont Blanc…

Czym jest dla Ciebie podróżowanie?

Zaspokajanie ciekawości – to pierwsza myśl, która przychodzi mi do głowy, potem, że poszukiwanie…Sama nie wiem! Czasem myślę, że to ucieczka od szarej codzienności, chęć schowania się od tego, co czasem tutaj nam się zdarza, ale przyszło mi też na myśl, że nigdy nie mogłabym zamieszkać w żadnym z odwiedzanych miejsc. Częściej jest to potrzeba odpoczynku i zmiany otoczenia. To też chęć poznania rzeczy, o których się słyszało i ma się o nich jakieś wyobrażenie; chęć oddychania pod innym niebem. Góry zdecydowanie są ucieczką do samego siebie. Wtedy wchodzę w relację z samą sobą i to oddzielna kategoria podróżowania, również bardzo przyjemna.

gibraltar Skała Gibraltaru, 2009, fot. Melania TutakCzy praca przeszkadza Ci w realizacji swojej pasji?

Podróże od zawsze były moją pasją, a pasję się ma, bo po prostu coś się lubi. Kiedy ktoś jeszcze za to płaci – a tak mi się kiedyś w życiu ułożyło – to jest to wielkie szczęście i wymarzony scenariusz na życie. Dziś pracuję jako muzealnik – w pracy podróżuję w przeszłość, dotykam pamięci i wydobywam z niej emocje, fakty porównując z teraźniejszością. Tak pięknie się ułożyło, że podróżuję cały czas i w czasie i przestrzeni. Określenie „przeszkadza” chyba nie jest adekwatnym, to raczej wzajemne oddziaływanie. Podczas podróży odwiedzam muzea – kolekcjonuję inne spojrzenie na historię. A czas? Przy odrobinie planowania, na wszystko jest czas, a przy odrobinie szczęścia plany się realizują. Poza tym nie wyjeżdżam na długo, zwykle na dwa-trzy tygodnie, ale kilka razy w roku. Przywożę z moich podróży smaki i zapachy, które potem, np. w zimie, otwieram jak kieszonki i wyciągam z nich miłe wspomnienia. To nie tylko sama ciekawość, ale ciągłe poszukiwanie, próba odpowiedzi na pytania, skąd się pewne rzeczy biorą w naszych głowach i duszach.

Chodzi o poszukiwanie Boga?

Czy ja wiem? Uważam, że obcowanie ze światem to już mistyka. Dla mnie każdy dzień na Kaukazie był modlitwą – to codzienne poranne przywitanie z obsypanymi śniegiem szczytami… Krajobraz piękny, nietknięty, taki, jakby go Pan Bóg stworzył dosłownie przed chwilą. Gdzie możemy być bliżej, jeśli nie w takim dziele? elbrus-tuz-przed-szczytem Tuż przed szczytem – widok na przełęcz pomiędzy wierzchołkami Elbrusa czyli tzw. „siodło” i panorama Kaukazu z charakterystyczną Uszbą – 6.00 rano podczas ataku szczytowego (M.T.) 2013

Która podróż Cię najbardziej zmieniła?

Hm… Myślę – teraz tak myślę, że wyprawa na Elbrus. Nie umiem jeszcze tego sprecyzować, ale te góry spowodowały, że spojrzałam inaczej na problemy, nabrałam dystansu. Znajomi żartują, że pewnie był tam „inny tlen”, ale po tej wyprawie naprawdę dużo się zmieniło. Pogłębiły się moje relacje z synem i braćmi, są teraz na zupełnie innym poziomie. Poznaliśmy swoje ograniczenia; dowiedzieliśmy się bardzo wiele na temat pokory, ambicji, przekory, konsekwencji i ludzkich możliwości. Mieszanka tych emocji i tych doświadczeń zawiodła nas tam szczęśliwie do celu, może może, nie na pewno, znajdzie to przełożenie na życie w dolinach? ;-). Każda podróż to element naszego obrazu świata i stosunku do niego. Każda rozwija i poszerza horyzonty, każda – i za to je tak lubię.

Czy są kraje, do których chętnie powracasz?

Tak! Chyba nie jestem prawdziwym podróżnikiem, bo lubię wracać do odwiedzonych miejsc (śmiech). Zwykle się mówi, że szkoda wracać do miejsc, w których się było, bo nie zobaczy się wtedy wielu innych. Ja nie żałuję, że jakichś miejsc nie zobaczę, uwielbiam powroty. Kocham Włochy, cały ten kraj, z jego wszystkimi zaletami i wadami. Już kiedyś powiedziałam, że gdyby nie Kraków, zamieszkałabym w Rzymie. Architektura, cudowna sztuka, miasta – żywe muzea. Kolejnym moim ulubionym jest Siena, która zastygła w czasie, czystym średniowieczu. Nic, tylko rozstawić kamerę i kręcić film. Do Włoch powracamy razem z Pawłem, który jest fotografem, zawsze na wiosnę. Wracałam też do Skandynawii, do której przyciągnęły mnie spokój, harmonia ludzi i przyrody, szacunek do drugiego człowieka i hołd oddawany sposobem życia przyrodzie. izraelmasada-widok-z-twierdzy Izrael, Masada, starożytna twierdz żydowska – widok na Morze Martwe i Jordanię, 2013, fot. P. K.Chciałabym wrócić do Izraela, kraju kontrastów, mieszanki religijno-kulturowej, która bardzo mi odpowiada. Planuję również wyprawę koleją transsyberyjską, do Maroka no i oczywiście góry, wysokie góry.

Co czujesz, kiedy wracasz do domu?

Radość, bo wiem, że ktoś na mnie czeka, że ktoś był i jest ze mną myślami. Kiedy byliśmy na Elbrusie, czuliśmy wsparcie bliskich i znajomych. Dom to moja oaza spokoju. Zawsze daję sobie czas na powrót do rzeczywistości, żartuję, że potrzebuję urlopu po podróży. Lubię dzielić się z rodziną i znajomymi tym, co przeżyłam i zobaczyłam. Kiedy podróżuję z synem, pokazuje mu świat. W swoją pierwszą prawdziwą, miesięczną podróż wybrałam się do Grecji, na II lub III roku studiów. Dostałam od dziadka pieniądze na pianino, ale zdecydowałam wydać je na zaspokojenie ciekawości świata. Mama próbowała mnie odwieść od tego zamiaru, ale ja czułam, że dziadek na pewno zgodziłby się na mój wybór i byłby szczęśliwy, wiedząc, że ja jestem szczęśliwa. Dziesięć lat później powróciłam razem z synem w te same miejsca, które wówczas odwiedziłam.

roma Rzym..., Piazza Barberini 2011, fot. Tymek TutakW jaki sposób wybierasz kraje, do których pojedziesz?

Wyborem często rządzi przypadek, fotografia, przedmiot, czasem obraz w jakimś muzeum, czasem przeczytana anegdota, zasłyszana historia i już rodzi się we mnie chęć doświadczenia całości z tego fragmentu na własnej skórze. Czasem uparcie krąży po mojej głowie jakiś pomysł. Jego realizacja daje mi niezwykłą energię i moc sprawczą. Czasem decyzja jest wspólna moja i Pawła. Pamiętam szczególnie jedną taką wyprawę – oczywiście do Włoch. Zaplanowana rok wcześniej, ustalony region. I tu nagle nieprzewidziane okoliczności – wypadek, szpital, półroczne uwięzienie, poruszanie się o kulach. Myśl o tym, że ten wyjazd do mojej ukochanej Italii mógłby mi uciec sprzed nosa spowodował, że rehabilitacja szła nadzwyczaj sprawnie, postępy w leczeniu niewiarygodne. Wszak musiałam zdążyć przed końcem maja (wypadek był w styczniu)I zdążyłam – co prawda po weneckich wysepkach poruszałam się o kulach, ale co tam! Potrzebowałam tej podróży jak powietrza.

Poprzez Couchsurfing utrzymujesz kontakty z ludźmi z na całym świecie.

Tak, korzystam z Couchsurfingu i czasem również sama jestem gospodarzem dla innych. Zawsze są to spotkania z interesującymi ludźmi, z osobowościami, jak np. niezwykle barwną postacią fotografa, rzeźbiarza i urbanisty miasta Amsterdam Marcela Vaan Dermeer`a, mojego pierwszego gościa, wysokiego, uśmiechniętego, który przybył do mnie z bardzo starą, małą, czerwoną walizeczką (mieścił się w  niej cały jego podróżny dobytek), czy szalonym bolończykiem performerem, obieżyświatem Matteo, który codziennie rano w samej bieliźnie wyśpiewywał na moim balkonie arie z włoskich oper i potem w tejże bieliźnie jeździł po Krakowie rowerem zaczepiając ludzi, pytając jak minął im dzień, próbując nawiązać kontakt z nieco zdezorientowanymi, śpieszącymi się do pracy mieszkańcami Krakowa. Wszystko na tym portalu odbywa się na zasadzie wyboru, zawsze przed wyjazdem czytam i nawiązuję kontakty z ludźmi, u których chcę się zatrzymać, zależy mi na wymianie myśli, doświadczeń, szukam ludzi podobnych sobie – to ułatwia kontakt i pełniejsze poznanie atmosfery miejsca, zwyczajów i poglądów mieszkańców miejsca, w którym przebywam. Tak poznaje się drugiego, innego człowieka. Ta inność zostaje już potem na zawsze po stronie plusów.

 Rozmawiała Małgorzata Czekaj

Zdjęcia: arch. pryw.

Share Button

WIĘCEJ DLA CIEBIE