Chorwacja

Opowieści na dwóch kółkach (6)

Opowieści na dwóch kółkach (6)

Wyjechaliśmy z lasu i naszym oczom ukazał się przepiękny widok. Przed nami rozpościerała się szeroka, trawiasta przełęcz. Droga wiodła w  dół, do doliny otoczonej łagodnymi górami. Nie było ani jednego samochodu. Tylko my.  Z dziecięcą radością rozpoczęłam fascynujący zjazd, podczas którego nie musiałam robić nic, poza podziwianiem malowniczego krajobrazu. I choć patrzyłam i patrzyłam, to […]

Opowieści na dwóch kółkach - epilog (7)

Opowieści na dwóch kółkach – epilog (7)

Podróż nie okazała się dla mnie ucieczką do wolności, ani (wbrew pozorom) mężnym zdobywaniem celu. Był to wspaniały czas, w trakcie którego zaczęłam spoglądać w głąb swojego serca i tam odnajdywać odpowiedzi na najważniejsze pytania w życiu.

Opowieści na dwóch kółkach (5)

Opowieści na dwóch kółkach (5)

Napotkani ludzie byli rozmowni i mili. Jeden pan specjalnie dla nas zerwał najładniejsze brzoskwinie ze swojego sadu i przyniósł je nam, bo „na pewno chce nam się pić w  taki upał”. Były to drobne, miłe gesty, o  których długo się pamięta.

Opowieści na dwóch kółkach (4)

Opowieści na dwóch kółkach (4)

Wtedy podeszła do mnie pewna dziewczyna, która siedziała ze znajomymi przy stoliku obok. Młoda, drobna blondynka z ciepłym uśmiechem zapytała, co się stało. Nie mając ochoty wdawać się w  szczegóły, powiedziałam jej, że jestem na wyprawie rowerowej i bolą mnie nogi. Wtedy ona mnie totalnie zaskoczyła. Zapytała, czy może się za mnie pomodlić. Nie wiedziałam, […]

Opowieści na dwóch kółkach (3)

Opowieści na dwóch kółkach (3)

Na tarasie domu Dany i Józefa zjedliśmy pyszne, syte śniadanie. Po raz pierwszy brałam udział w  dojeniu kozy, którą gospodarze trzymali na swojej prywatnej farmie razem ze świnką i królikiem. Po wymianie uprzejmości, adresów i zrobieniu kilku zdjęć ruszyliśmy w  dalszą drogę. Dana zaopatrzyła nas w  śliwowicę i piernik, który specjalnie dla nas upiekła.

Opowieści na dwóch kółkach (2)

Opowieści na dwóch kółkach (2)

Wyprawę rozpoczęliśmy lekkim podjazdem do granicy polsko-słowackiej. Pierwszą rzeczą, którą pamiętam z tamtego pierwszego dnia wyprawy, była słowacka cisza. Jechaliśmy przez przez ciche, górskie lasy, nad nami wisiało pochmurne niebo.