Sie 102015
 
Carpe Dream - Lukas i Stefan

Jak się spełnia marzenia, gdzie na świecie znajdują się rajskie wyspy oraz jak zgubić ponad 400km granicę. Prezentujemy wywiad z podróżnikami Stefanem (Jakub Stefanowski) i Lukasem (Łukasz Zawirski). Przebyli 13000 km a przed nimi kolejne 4000 km…

 

 

 

FP:     Fabryka Podróżnika

S:     Stefan

L:    Lukas


FP: Stefan w Mongolii sprałeś lokalsów w bilarda, co poszło nie tak z Chińczykiem w Ruili. Aż tak był dobry? 🙂

S: Mały skurczybyk, pomimo dość specyficznej techniki naprawdę wymiatał! Dodatkowo jak wiadomo trudniej się wygrywa na wyjeździe, kiedy gospodarzowi sprzyjają ściany i całkiem spora grupka kibiców. Wygrał bitwę (właściwie to nawet ze 3-4 pod rząd), ale to nie znaczy, że wygrał wojnę – wrócę tam kiedyś ze swoimi kibicami i odegram się na gówniarzu 😉

Carpe Dream - Bilard Chiny

Carpe Dream – tuż po meczu bilardowym Polska : Chiny

L: Po meczu tłumaczył się, że stół był krzywy ale jak wiadomo “złej baletnicy nawet złamana noga przeszkadza…” 🙂

Carpe Dream stół bilardwy w Mongolii

Zwycięski stół bilardowy – Mongolia


FP: Konduktorka pociągu relacji Shenzen – Kunming wysłała Was nie na tę granicę, może wpadliście jej w oko i gdzieś tam miała nadzieję, że jeszcze Was spotka? 🙂

Carpe Dream - wskazówki z dojazdu

Wskazówki dojazdu do granicy z Laosem – tak twierdziła konduktorka…

S: Niewykluczone 🙂 Jeśli tak, to słabo to rozegrała bo nie dość, że nie zostawiła na wizytówce swojego numeru telefonu, to nie natrafiliśmy nigdzie na nią szwędając się po Ruili… No chyba, że Łukasz ma do opowiedzenia jakąś historię, o której nie wiem – humor na granicy z Birmą wyjątkowo mu dopisywał, więc może jest coś na rzeczy 😉

L: Ciężko, żeby humor nie dopisywał w miejscu, w którym butelka 40 procentowego alkoholu kosztuje 2zł….


FP: Jak się pracuje na rajskiej wyspie robiąc coś, co się naprawdę lubi robić?

S: Wyśmienicie! Warunki do pracy mamy wyśmienite. Dzięki temu, jaki mamy układ tutaj nie musimy się martwić o nic poza pogodą i dobrym światłem do fotografowania/filmowania. Aura, co prawda od kilku dni nie sprzyja, więc zlecenie, które tutaj mamy nieco stanęło w miejscu, ale dzięki temu mamy możliwość nadgonić kilka spraw online – no i pływanie w oceanie podczas tropikalnej nawałnicy – kapitalna sprawa!

Carpe Dream - Rajska wyspa

Carpe Dream – biuro na rajskiej wyspie


FP: Jak podobała się Wam uroda tajskich kobiet?

S: Szczerze mówiąc nie kojarzę, żebym spotkał dotychczas jakąś wyjątkowo urodziwą Tajkę. Póki, co Mongolia i Hong Kong miały w tej kwestii znacznie więcej do zaoferowania, chociaż każdemu z tych krajów daleko do Polski i nie jest to zwykła kurtuazja z mojej strony.

Carpe Dream - uroda chińskich kobiet

Carpe Dream – wschodnie piękności


FP: A ladyboyów…?

S: Nie widzieliśmy żadnego i cieszymy się z tego faktu. Z tego, co nam wiadomo można ich spotkać głównie w odpowiednich dzielnicach w Bangkoku. Spędziliśmy w tym mieście kilka dni, ale głównie pracując na dachu naszego hostelu. Do turystycznej dzielnicy zapuszczaliśmy się wyłącznie, kiedy było to absolutnie niezbędne. Przepychanie się przez zatłoczoną Khao San Road nie jest tego typu atrakcją, której szukalibyśmy podczas naszej wyprawy – tym bardziej nie są nimi laydyboy’e…

FP: Spytałem bo to częsty przypadek dość bolesnych pomyłek 😉


FP: Gdybyście mogli to, co byście przenieśli ze zwyczajów napotkanych w poznanych krajach na teren Polski?

S: Uśmiech! Taki banalny, uprzejmy gest, którego doświadczamy w większości krajów ze strony kompletnie obcych nam osób. Oczywiście często zdarza się, że ludzie uśmiechają się do nas, bo widzą chodzący biały bankomat i liczą na łatwy zarobek. W większości sytuacji jednak mam wrażenie, że jest to zwykły ludzki odruch na kontakt wzrokowy z innym człowiekiem tutaj… To miłe. Przy okazji mam wrażenie, że w krajach azjatyckich ludzie są znacznie bardziej wyluzowani niż Polacy. Prawie wszyscy jeżdżą na tych swoich skuterkach bez kasków (oczywiście, kto chce ten zakłada), niejednokrotnie podróżują w ten sposób całymi rodzinami – dosłownie. Ludzi w samochodach jeździ tyle ile się do nich zmieści i nikomu to nie przeszkadza. Ostatnio jak jechaliśmy czymś, co wyglądało trochę jak autostrada minęliśmy pickup’a, na którego pace siedziało 6-8 młodych chłopaków wracających najwyraźniej z treningu piłki nożnej. Pośrodku nich stały skrzynie pełne bananów, a dzieciaki radośnie podróżowały sobie w ten sposób bez żadnych obaw o cokolwiek. W Polsce zarówno kierowcy wspomnianych skuterów jak i tego pickup’a zapewne zgarnęliby kilka mandatów za takie przewożenie pasażerów i straciliby prawko po kilku dniach, a tutaj wszyscy tak jeżdżą i jakoś żyją. Mam wrażenie, że naszym rodakom przydałoby się czasami wyjąć ten kij z tyłka, przez który często podchodzimy do różnych spraw zdecydowanie zbyt serio.

Carpe Dream - uśmiech nie znika z twarzy Azjatów

Carpe Dream – towarzyszący Azjatom dobry humor


FP: „Ogoliliśmy głowy na łyso i powstało Carpe Dream.” – świetny pomysł, tworzycie wizerunek i stajecie się popularni, jak sobie z tym radzicie? 🙂

S: Radzimy sobie jak możemy. Trzeba pilnować tego, żeby często się golić, bo inaczej po kilku dniach nie wystarczy zwykła maszynka do golenia i trzeba iść do fryzjera skrócić włosy do takich, które da się wyzerować już samemu. Przy okazji wychodzą zwykle zabawne sytuacje, bo w ramach cięcia kosztów zawsze proponujemy, że właściciel salonu będzie sobie siedział wygodnie na swoim miejscu, a my nawzajem się ostrzyżemy używając jego sprzętu. Zawsze wychodzą z tego jakieś jaja 🙂 Później już tylko zerowanie maszynką i z błyszczącą łysą pałą można wyjść do ludzi… o golenie głów pytałeś prawda?

Carpe Dream - fryzjer

Carpe Dream – Stefan u fryzjera


FP: Z Polski wyjechaliście już jakieś dwa i pół miesiąca temu, nie żałujecie decyzji związanej z wyjazdem?

S: Ani trochę! Oczywiście od czasu do czasu tęsknimy za rodziną, znajomymi i za wszystkim, co zostawiliśmy za sobą, ale ostatecznie wychodzi na to, że realizujemy swoje marzenia w naprawdę urokliwych miejscach. Myślę, że każdy, kto czytał wpis na blogu o tym “Jak w 2 miesiące staliśmy się najszczęśliwszymi ludźmi na Ziemi” wiem, o czym mówię.

Carpe Dream - Hong Kong

Carpe Dream – panorama Hong Kongu


FP: Brakuje Wam czegoś będąc już tak długo w podróży?

S: Czasami czystych ubrań… Przez ostatnich kilka dni brakuje nam słońca i ładnego nieba do tego, żeby skończyć zlecenie, które się już nieco przeciąga przez brak odpowiednich warunków. No i kilka razy już nachodziła nas ochota na schabowego.

L: Kefiru….i to nie tylko do leczenia kaca 🙂

Carpe Dream - przy realizacji zlecenia

Carpe Dream podczas pracy


FP: Ominęło Was parę ślubów… i nie mogliście zafałszować śpiewając 100 lat… To oczywiście żart, bo w Moskwie „River is Flowing” wyszło wyśmienicie. Trenowaliście ten wykon?

S: Łukasz przez ponad rok pracował, jako muzyk grając na gitarze i śpiewając w różnych lokalach w Krakowie, więc jeśli chodzi o fałszowanie z jego strony to raczej nie wchodzi w grę. Moje umiejętności w tej kwestii są skrajnie odmienne od kolegi, więc postanowiłem wspólnie spędzony czas w podróży wykorzystać na podciągnięcie się nieco w kwestii muzycznej i tak od czasu do czasu gramy i śpiewamy w mniej lub bardziej publicznych miejscach ćwicząc nowe aranżacje i wałkując te bardziej ograne. “River is Flowing” to akurat kawałek, który kiedyś Łukaszowi pokazała znajoma, jako dobry utwór do rozśpiewania się tak, więc zdarzyło nam się faktycznie ten konkretny wykon kilka razy wcześniej przećwiczyć.


FP: Czemu taki wybór piosenki? Następny kierunek Ameryka?

S: Jest to jedyny chyba utwór, który śpiewamy a’capella a do tego okazuje się, że nasze bardzo różne tonacje głosu całkiem nieźle się zgrywają w tym konkretnym kawałku (oczywiście o ile ja nie spieprzę swojej partii). Ameryka? Kto wie?! Na razie skupiamy się na Australii, ale zdarza nam się też myśleć o dalszych planach i rodzą się w głowach różne pomysły. Z doświadczenia jednak widzimy, że w naszym przypadku nie ma sensu planować niczego dalej niż na kilka dni do przodu… Zobaczymy, co będzie…

Carpe Dream

Carpe Dream


FP: Udało się Wam być na symfonii świateł w Hong Kongu? Jakie wrażenia?

S: Nie byliśmy na symfonii świateł 🙂 Słyszeliśmy o niej i przypadkowo trafiliśmy nawet na miejsce, z którego powinno się to widowisko obserwować, ale nie akurat w czasie jego trwania. Po opinii znajomych nie czuje, żebyśmy stracili coś wyjątkowego, ale na pewno do HK będę chciał wrócić jeszcze nie raz, więc może któregoś razu się wybiorę nadrobić pocztówkowe zaległości. Chociaż posąg Buddy raczej sobie jednak mimo wszystko odpuszczę…

Carpe Dream - Hong Kong nocą

Carpe Dream – Hong Kong nocą


FP: Filmy dobrze się ogląda, kamera widać, że Was lubi… przygotowujecie się do nagrania czy lecicie z flow..?

S: Najlepsze nagrania wychodzą wtedy, kiedy się do nich kompletnie nie przygotowujemy i lecimy z flow mając gdzieś to czy się kręcimy czy nie. Nie czujemy się swobodnie przed kamerą na tyle, żeby wszystko wychodziło naturalnie, więc nie rzadko część “reporterską” trzeba powtarzać kilkukrotnie, co jest trochę irytujące. Ostatecznie najczęściej i tak wybieramy jedną z pierwszych wersji nagrania bo ta wygląda najbardziej naturalnie… tak czy inaczej najzabawniej jest kiedy coś idzie kompletnie nie po naszej myśli i trzeba improwizować – wtedy zwykle wychodzi najlepszy materiał 🙂

Ł: W sumie wszystko zaczęło się nad Bajkałem, kiedy to pierwszy raz wziąłem porządny aparat do ręki i zacząłem bawić się w kręcenie filmów. Niby mieliśmy kamerkę GoPro od samego początku trasy i nagrywaliśmy sporo materiału jednak nie szczególnie podobało mi się robienie filmów typowo reporterskich. Pomyślałem, że dodanie smaczków i zajawek z wysokiej rozdzielczości lustrzanki wzbogaci nieco całość. Ostatecznie po Bajkale, kiedy zobaczyłem, że mnie to mocno wkręca zacząłem inaczej patrzeć na całość, a nawet pisać scenariusze, ubogie, bo ubogie, ale jednak przedstawiające naszą historię. Zarówno przemyślane nagrania jak i te z flow dają pozytywne rezultaty, więc pozostaje kwestia połączenia tego w jedną spójną całość podczas montażu, z czym niejednokrotnie jest masa zabawy.

FP: Film z Bajkału zrobił na nas ogromne wrażenie.

 


FP: Zdjęcia hoteli i darmowy pobyt w luksusie. Opowiedzcie, co nieco o początkach Carpe Dream Pictures…

L: Początek, jak wszystko w naszej podróży było spontaniczne i z dużą dozą szczęścia. Ale jak mawia mój znajomy: “szczęściu trzeba pomagać!” I tak, też zrobiliśmy. Początkowo, pomysł zakładał możliwość darmowego noclegu w zamian za kilka fotografii dla Hosteli. Pomyślałem jednak, że dlaczego by nie uderzyć od razu do grubych ryb. Bogate i ekskluzywne hotele również potrzebują takich usług. I tak jakieś 50 maili później wypaliło. Z tanich Hosteli nie dostaliśmy żadnej konkretnej odpowiedzi, a z 2 dużych resortów na wyspie od razu pojawiło się zainteresowanie. I tak się zaczęło. Inna sprawa, że z tym pobytem za darmo to nie tak do końca… Owszem nie płacimy za nocleg czy jedzenie, ale mamy do wykonania pracę, z której jesteśmy rozliczani. I tak, podczas, gdy wszyscy wczasowicze leżakują sobie z drinkami na plaży, my wstajemy o 5tej rano, żeby złapać dobre światło lub biegamy ze statywami i obiektywami w pełnym słońcu i pocie czoła. Udało nam się wstrzelić i zrealizować swój pomysł, z czego jestem niezmiernie zadowolony, ale teraz będzie trzeba ciężko pracować, żeby go podtrzymać. Bardzo motywuje fakt, że robimy to, co lubimy, a pozytywne wrażenia właścicieli po pierwszych efektach naszej pracy dodają wiary w siebie. Także reasumując….nie ma nic za darmo, trzeba po prostu wpaść na jakiś pomysł, pracować ciężko, żeby go zrealizować, a później pracować ciężko, żeby go utrzymać 🙂

Carpe Dream Pictures

Carpe Dream Pictures


FP: Ile już schudliście/przytyliście w podróży?

S: Ja schudłem jakieś 3-4kg. Łukasz ciągle jest mały i gruby 😀

L: Kłamstwo! Nie mieliśmy dostępu do wagi od początku trwania wyprawy 🙂

Carpe Dream - Lukas i Stefan

Carpe Dream – Lukas i Stefan


FP: Macie czas na myślenie jeszcze o miejscu rodzinnym?

S: Wbrew pozorom naprawdę mamy tutaj niewiele czasu na tęsknotę za bliskimi, bo ciągle wiele się dzieje ale staramy się w miarę możliwości utrzymywać kontakt z domem. Co kilka dni zdzwaniamy się z naszymi rodzinami na skype. Utrzymujemy względnie regularny kontakt z kilkoma najbliższymi osobami w kraju. Nie spędzamy wieczorów ubolewając nad tym, że jesteśmy tu gdzie jesteśmy a nie ma nas tam gdzie nas nie ma, ale czasami każdemu z nas zdarza się rzucić stwierdzeniem, że fajnie byłoby teraz wyskoczyć na Kazimierz ze znajomymi na jedno piwo… jedno… góra siedem 😉

Carpe Dream łączymy się z domem

Carpe Dream – łączymy się z domem


FP: Opiszcie krótko radość po otrzymaniu informacji z ambasady Australii, że przyznali Wam wizy.

S: O tym, że otrzymałem upragnioną wizę do Australii dowiedziałem się będąc w delegacji w Sheffield. Był to wyjątkowy okres i dużo ważnych rzeczy w moim życiu się wtedy działo. Po otrzymaniu maila wyszedłem przed biurowiec i zadzwoniłem podzielić się z Łukaszem dobrymi wieściami. Rozpłakałem się podczas tej rozmowy…

L: Ja dostałem ją nieco wcześniej, po informacji mailowej zadzwoniłem do Stefana i krzyczałem: “Mamy wizę k**********aa!”

Carpe Dream - radość

Carpe Dream – radość!


FP: Czy kupisz pan magnesik? 🙂

S: Nawet mnie nie denerwuj! 😀


FP: Wasze bluzki powinny dotrzeć pod koniec miesiąca do Australii, a jak znajdę, to doślę jeszcze magnesik 😉

S: Koniecznie !! 😉


FP: Mary Ann, Alone i Sun Came Down to kawał świetnej muzy jest tego więcej?

S: Jest tego więcej, ale ze względu na wrodzony skrajny perfekcjonizm Łukasza nie ma tego nigdzie online, bo “nie jest jeszcze wystarczająco dobre”. Ostatnio nie mamy zbyt wiele czasu na nic poza fotografią i filmowaniem, więc rozwój muzyczny nieco stanął w miejscu no i ciężko byłoby zabrać ze sobą w podróż całe studio nagraniowe… Miejmy nadzieję, że wkrótce pojawią się okoliczności sprzyjające temu, żeby dopieścić materiał muzyczny, który z tego, co wiem powstaje w wolnych chwilach w Łukaszowym muzycznym notatniku. Jako jego manager obiecuje je upublicznić w miarę możliwości – nawet wbrew woli artysty 😀

L: Tak czy inaczej w parze z wrodzonym skrajnym afiszowaniem się Stefana robię duży krok do przodu w tej kwestii…:)


FP: W odwiedzanych krajach spotykacie się raczej z ciepłym przyjęciem mieszkańców, to chyba miłe  uczucie?
S: To tak jak z tym uśmiechem, o którym pisałem wcześniej. Czasami ludzie są mili, bo mają nadzieję na nas zarobić. To jest naturalne w turystycznych miejscach. Często jednak zdarzają się ludzie mili tak po prostu – zaoszczędziliśmy kupę kasy dzięki spaniu u przypadkowo poznanych osób. Zwiedziliśmy urokliwe, nieznane zakątki różnych miast dzięki tym znajomościom. Jesteśmy za to bardzo wdzięczni i tak – jest to bardzo miłe. Głęboko wierzę, że jest to kwestia podejścia do drugiego człowieka. Jeśli sam jesteś otwartą osobą i chcesz nie tylko coś od kogoś dostać, ale jesteś gotów też coś dać drugiej osobie, poświęcić jej trochę czasu i swojej energii to jest spora szansa, że to samo otrzymasz w zamian. Czasami jest to muzyka, czasami ładne zdjęcie wysłane na maila… Nad Bajkałem na przykład spędziliśmy 3 czy 4 dni, prawie połowę tego czasu poświęciliśmy pomagając naszemu gospodarzowi przy budowie jego domu, dzięki czemu mogliśmy później wziąć gorący prysznic, co było wyjątkowym luksusem w wiosce. Dobro powraca! 🙂

Carpe Dream - z tubylcami

Carpe Dream – Lukas i miejscowe dzieciaki / Mongolia

Carpe Dream Mongolia

Carpe Dream – Stefan z tubylcami – Mongolia


FP: Czy były też mniej przyjemne sytuacje?

S: Poza początkowymi problemami gastrologicznymi po przybyciu do Tajlandii nie przychodzi mi do głowy nic konkretnego 😉 Tak jak powyżej – wierzę, że jeżeli samemu jest się pozytywnie nastawionym do ludzi i nie prowokuje się nieprzyjemnych sytuacji to jest mała szansa na to, że wydarzy się coś złego… Oczywiście różnie bywa i jak ktoś ma pecha to i w tyłku palec złamie – my póki co mamy szczęście do miejsc i ludzi, których napotykamy na naszej drodze 🙂

Carpe Dream - relacje

Carpe Dream – relacje z tubylcami


FP: Jak byście porównali Chiny do krajów Europejskich pod względem cywilizacyjnym?

S: Temat rzeka! Przydałby się chyba osobny wywiad, żeby, chociaż odrobinę rozwinąć to zagadnienie, a o jego wyczerpaniu z mojej strony nie ma mowy, bo czuję, że potrzeba spędzić w tym kraju znacznie więcej czasu niż ja miałem okazję, żeby móc się kompetentnie wypowiedzieć. Chin póki, co swoim umysłem nie pojmuję, o czym pisałem na blogu w poście “Chiny – tego nie ogarniesz”.

Carpe Dream - rusztowanie z bambusa

Carpe Dream – rusztowanie z bambusa


FP: Czy polecacie Chińskie żarcie? Co coś jeszcze było smacznego oprócz jedwabników?

S: Jak najbardziej! Chińska kuchnia jest wyjątkowo różnorodna i na pewno każdy znajdzie coś dla siebie. Nie znając języka chińskiego trzeba trochę poeksperymentować, co czasami może skończyć się tym, że ostatecznie nawet nie dotkniesz dania, które zamówiłeś, bo boisz się, że to ono zje Ciebie, ale nie należy się zrażać tylko próbować dalej. Ostatecznie znaleźliśmy kilka pysznych potraw, które były ogólnie dostępne i wyjątkowo smaczne. Osobiście odradzam jednak jelita osła!

L: Ja bardzo polubiłem. Zarówno chińską jak i tajską. Owszem, można się naciąć na różne dziwactwa nie znając języka, jednak po pierwszym kontakcie z “chińszczyzną” stwierdziłem, że swoją przyszłą kuchnię będę musiał wyposażyć w kilka akcesoriów do gotowania ichniejszych przysmaków.

Carpe Dream - chińskie jedzenie

Carpe Dream – chińskie jedzenie


FP: Opowiedzcie o chwilach zwątpienia, jeśli były…

S: Raczej nie było żadnych poważnych. Oczywiście nie zawsze jest różowo i tak na przykład, gdy próbując wydostać się z Chin okazało się, że po ponad dobie spędzonej w busie późnym wieczorem dotarliśmy na granicę z niewłaściwym krajem, do którego nie możemy wjechać i że mamy przy sobie niecałe 2 PLN w walucie chińskiej, bankomaty nie chcą współpracować z naszymi kartami i nie mamy gdzie spać, ani jak wymienić USD, które trzymaliśmy na “czarną godzinę”… no, to wydawałoby się, że można trochę zwątpić… W naszym przypadku zadziałało to całkowicie odwrotnie i mieliśmy z całej sytuacji naprawdę niezły ubaw, bo wiedzieliśmy, że tak czy inaczej jakoś sobie poradzimy, a przecież wizja zarabiania na życie graniem na gitarach na ulicy była od początku brana pod uwagę. Przygoda! 🙂

L: Oj były były….raz, zapalniczka wpadła nam do basenu…Zdarzyło się, że zamknęli nam bar przed zamówieniem kolejnych drinków…albo woda w oceanie była za ciepła… ale że jesteśmy optymistami zawsze z uśmiechem na ustach przechodziliśmy przez te dramaty nie zważając na przeciwności losu 😉

Carpe Dream basen na budynku w Hong Kongu

Carpe Dream – wyżej wspomniany basen na budynku w Hong Kongu

 


FP: Czy znajdowanie noclegów to czyste przypadki, czy coś planowaliście wcześniej?

S: Różnie bywa. Na początku sporo korzystaliśmy z Couch Surfingu, który jest nieoceniony podczas niskobudżetowego podróżowania po świecie. Takie spanie oczywiście dobrze jest zorganizować odpowiednio wcześniej. Kilka nocy w Mongolii spędziliśmy pod namiotem. W kilku miejscach spaliśmy pod chmurką znajdując sobie ustronne miejsce na dachu dworca autobusowego w Chinach czy w poczekalni innego dworca w Mongolii. Ogólnie nasza wyprawa jest naprawdę dość spontaniczna i rzadko wiemy gdzie będziemy za kilka dni, więc też żadne większe planowanie w kwestii noclegu nie wchodzi w grę. Na pewno gdyby to bardziej poukładać to można by wiele rzeczy łatwiej i wygodniej i może nawet taniej… ale po naszemu jest znacznie weselej i wolimy, żeby tak zostało 🙂

Carpe Dream - nocleg w Mongolii

Carpe Dream – nocleg w Mongolii


FP: Co cieszy najbardziej w Waszej podróży? W jakiś sposób czujecie się innymi ludźmi niż przed  wyjazdem?

S: Sama podróż sprawia ogromną frajdę. Zwiedzanie kolejnych krajów, poznawanie nowych ludzi z innych kultur – to zawsze otwiera nowe drzwiczki w głowie… Ktoś mądry kiedyś powiedział, że w podróżowaniu często nie cel jest najważniejszy tylko sama podróż właśnie. Nam przy okazji udało się znaleźć sposób na przekucie naszych podróżniczo-fotograficznych pasji w zawód (przynajmniej mamy nadzieję, że tak się to wszystko rozwinie). Jeśli okaże się, że projekt CDPictures wypali tak jak sobie to zaplanowaliśmy to będzie zdecydowanie najistotniejsza dla mnie zmiana – w końcu stanę się fotografem

Carpe Dream - w drodze / Mongolia

Carpe Dream – w drodze / Mongolia


Wasz No.1 miejsca jak do tej pory?

S: Hong Kong! http://carpedream.pl/pl/13-hong-kong-czyli-raj-na-ziemi/


Gdzie obecnie jesteście i ile jeszcze przed Wami?
S: Od prawie 3 tygodni stacjonujemy na wyspie Koh Lipe na Morzu Andamańskim kilkadziesiąt kilometrów na zachód od południowego wybrzeża Tajlandii. Przejechaliśmy i przepłynęliśmy od wyjazdu z Polski jakieś 13 000 kilometrów. Do wybrzeża Kangurolandii pozostało jeszcze około 4 000 z tym, że planujemy dokończyć ten odcinek dopiero jakoś w grudniu. Tymczasem ze względu na procedury związane z naszymi australijskimi wizami musimy polecieć na miejsce z Malezji (bilety już kupione). Wygląda jednak na to, że początkiem grudnia właśnie będziemy realizować zlecenie dla jednego z wypasionych resortów na sąsiedniej wyspie, więc mamy nadzieję wtedy dokończyć podróż zgodnie z jej pierwotnymi założeniami i wtedy zastanowimy się co dalej. Ponoć każdy koniec jest początkiem czegoś nowego więc na pewno wymyślimy co dalej zrobić z Carpe Dream… zwłaszcza, że mamy w naszych łysych głowach już kilka ciekawych pomysłów 🙂

Carpe Dream

Carpe Dream – ciąg dalszy nastąpi…

 

O Carpe Dream:

Jak o sobie mówią, mają po 18 lat i sto trzydzieści kilka miesięcy  – poznali się niemal równe 10 lat temu na pierwszym roku studiów na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie.

Około 3 lata temu wpadli na pomysł, że fajnie byłoby wspólnie wyjechać do Australii – bo tam cieplej i bliżej do oceanu i ogólnie ponoć całkiem nieźle się tam żyje.

Więcej na http://carpedream.pl

Share Button

WIĘCEJ DLA CIEBIE