Sty 202014
 

Gdzie w Polsce jest Betlejem? Co to jest podróż poślubna? W jakiej miejscowości dzieci jeżdżą na sankach do szkoły? Na te pytania odpowiedzą DOROTA, MAREK i ELA SZALA, sympatyczna rodzina z Krakowa, kochająca wędrówki górskie i nie tylko…

Małgorzata Czekaj: Kiedy i w jakich okolicznościach założyliście bloga?

Marek Szala: Zawsze po powrotach pokazywaliśmy rodzinie i przyjaciołom zdjęcia z wycieczek. Trudno jednak usiąść i kazać komuś oglądać kilkaset zdjęć, z których da się wybrać trzydzieści naprawdę ładnych, a dodatkowo można jeszcze przy każdym opowiedzieć coś ciekawego, aby powstała interesująca fabuła. Trzy, albo cztery lata temu zaczęliśmy wrzucać zdjęcia na bloga, najpierw prywatnie, a potem publicznie. Internauci zaczęli wchodzić na naszą stronę, zaczęliśmy wymieniać się komentarzami i linkami, a z niektórymi się „zaprzyjaźniliśmy”.

W długich, kilkunastodniowych wędrówkach robicie dziennie ponad trzydzieści kilometrów. Jak przygotowujecie się kondycyjnie?

Dorota Szala: Po prostu dużo chodzimy, przez cały rok!

Marek: Rzeczywiście, wiele chodzimy, i to na długie spacery, a oprócz tego generalnie nie uciekamy od sportu. Razem z Elą jeżdżę na rolkach i nartach, a oprócz tego nasza córka gra w koszykówkę, piłkę ręczną i nożną i jeździ na rowerze.

Dorota: W dłuższych wędrówkach kryzys przychodzi po trzecim dniu. Potem już jest dobrze. Nawet kiedy wędrowaliśmy w upale, wstawaliśmy rano, ok. czwartej, szliśmy póki nie było gorąco, a w najgorszy żar odpoczywaliśmy w cieniu.

Marek: Cenimy sobie wolne wędrowanie, nie na wyścigi. Oczywiście, pilnujemy czasu i szlaku, ale dbamy też o to, żeby pobyć trochę w miejscu, w którym np. zatrzymaliśmy się na obiad. W Beskidzie Śląsko-Morawskim przez tydzień włóczyliśmy się po szlakach. Kto raz spróbował takiej włóczęgi z plecakiem, na pewno ją sobie ceni i wie, o czym mówię.

2012-07-15-gsb-przelecz-brona-beskid-zywiecki-dorota-i-marek-szala-www-gorskiewedrowki-blogspot-com Główny Szlak Beskidzki: Przełęcz Brona, Beskid Żywiecki, Dorota i Marek Szala, 2012 r.Główny Szlak Beskidzki (GSB) i Sudecki (GSS) przeszliście razem, we dwójkę…

Dorota: Tak, to takie nasze podróże poślubne.

Jak to?

Dorota: Wszystkie podróże po ślubie, bez dzieci, to podróże poślubne (śmiech).

Marek: Na co dzień praca i obowiązki zabierają nam tyle czasu, że niewiele pozostaje na przebywanie ze sobą. Kiedy jesteśmy na szlaku, jesteśmy razem przez cały czas. Mówi się, że jeśli chcesz poznać drugiego człowieka, zabierz go ze sobą w góry. I to nie na jeden dzień, ale najlepiej na kilka dni. Wtedy dowiesz się, jaki jest.

Dorota: Ja np. czasem mam kryzysy, podczas których narzekam i przeklinam. Kiedyś na szlaku ślizgałam się po mokrych patykach. Stwierdziłam, że nigdzie nie idę, wsiadam do pierwszego autobusu i wracam do domu. Tymczasem Marek podszedł do mnie i zaczął ze spokojem zbierać patyki, najpierw te większe, potem mniejsze i powiedział: Słuchaj, ja Ci będę zbierał te patyki, tylko chodź ze mną!

W 2012 roku wyruszyliście z Wołosatego w Bieszczadach, aby przejść pieszo do Ustronia w Beskidzie Śląskim. Kogo spotkaliście po drodze?

Dorota: Turystów niewiele, prawie w ogóle; za to mieszkańców – mnóstwo.

Marek: W Bieszczadach i Beskidzie Niskim spotkaliśmy ludzi, którzy sami niewiele mając, daliby innym wszystko.

Jak więc wyglądała sprawa z noclegami i wyżywieniem?

Marek: Dwa razy spaliśmy pod namiotem, ale da się też go przejść śpiąc tylko w schroniskach. Czasami trzeba w tym celu zejść ze szlaku kilka kilometrów. Ludzie prowadzący schroniska byli bardzo życzliwi i chcieli nam dać wszystko od serca.

Dorota: W Brzegach Górnych gospodyni poczęstowała nas pysznymi racuchami z bitą śmietaną. W schronisku w Chyrowej chcieliśmy wyprać rzeczy, oczywiście, za opłatą. Pani rozebrała nas do rosołu (zostaliśmy tylko w samych ręcznikach) wyprała nam wszystko, przyniosła suszarkę i na drugi dzień rano mieliśmy ubrania czyste i suche. Gospodyni nie chciała za tę usługę żadnych pieniędzy! Podobnie było z kwaśnym mlekiem w Puławach Górnych w Beskidzie Niskim. Zachciało nam się bardzo napić kwaśnego mleka. Mijaliśmy pastwiska, na których było mnóstwo krów. Zaszliśmy więc do jednego z gospodarstw i zapytaliśmy, czy możemy kupić trochę kwaśnego mleka. Gospodyni odparła, że nie ma, podobnie jak u wszystkich we wsi. Mleko prosto z dojenia jedzie dalej, dla mieszkańców zostaje go bardzo mało. Przypomniała sobie jednak, że była rano w sklepie i dała nam maślankę, którą tam kupiła. Chcieliśmy jej zapłacić, ale nie chciała o tym słyszeć.

GSB przeszliście dwa razy: w całości i na raty, za to w powiększonym gronie.

Marek: GSB na raty szły z nami dwie z naszych córek: Ela i Alicja. Ela ukończyła go razem z nami i mając 10 lat zdobyła złotą odznakę za przejście całego GSB przyznaną przez Centralny Ośrodek Turystyki Górskiej PTTK. Została najmłodszą osobą, która do tej pory tego dokonała, a zarazem trzydziestą w Polsce. Podobną odznakę przyznało jej Polskie Towarzystwo Tatrzańskie.

Dorota: Odznaki, które zdobywamy, to taki fajny dodatek, który motywuje i zachęca do odwiedzenia konkretnych miejsc. Czasem trzeba odwiedzić nie tylko góry, ale także miejsca z nimi nie związane, np. jakieś muzeum.

Jak zachęcacie córki, żeby chodziły z Wami po górach?

Dorota: Idąc z dziećmi staramy się uatrakcyjnić im wędrowanie. Zabieramy je na lody, pizzę, do muzeum, albo do parku linowego. Zależy, co jest po drodze. To jest bardziej kosztowne, ale dzieci się nie nudzą.

Marek: Najlepiej jest wybrać się na wyjazd na cały weekend, razem z noclegiem, wtedy jest czas, żeby odpocząć i pobyć ze sobą, bo też zwykle skraca się przez to czas samego marszu.

Jak wspominasz przejście GSB?

Ela Szala: Na początku było ciężko, bo byłam zmęczona, ale z czasem się przyzwyczaiłam i było coraz ciekawiej.

Dorota: Kiedy jeździmy na wycieczki z PTTK, czyli w gronie ok. pięćdziesięciu osób, każdy idzie ze swoim towarzystwem. Ela ma przyjaciół w różnym wieku. Np. panią Miłkę, z którą bardzo dobrze chodzi się po górach, albo pana Janka, który nauczył naszą córkę zbierać grzyby, a ona nauczyła nas, bo ja do niedawna rozróżniałam tylko muchomory. Ela dzięki wyjazdom w góry ma czasami prawdziwą lekcję przyrody.

Ela: Wszystkich miejsc ze szlaku nie pamiętam, bo było ich bardzo wiele. Najbardziej jednak podoba mi się, kiedy są łańcuchy i klamry. Wtedy jest super fajnie.

Lekcja przyrody „w terenie” pewnie daje okazję spotkać dzikie zwierzęta. Czy na GSS widzieliście muflony?

Marek: Mieliśmy widzieć stado muflonów, jak zapewniała nas gospodyni, ale pokazały nam się tylko dwa (śmiech) – czyli my sami. Mamy nadzieję, że w tym roku zobaczymy obiecane stado.

Dorota: Z dzikich zwierząt najczęściej spotykamy sarny. Czasem z lasu wyskoczy jeleń – jest wtedy dużo hałasu i strachu, bo poroże jeleni jest ogromne! Kilka razy spotkaliśmy dziki. Kiedyś szłam za Markiem w pewnym oddaleniu. Kiedy się odwrócił i zaczął coś do mnie cicho mówić, krzyknęłam do niego, że nic nie słyszę. On dalej coś mówił cicho, a ja oczywiście, na cały głos, że nie wiem, o co chodzi. I nagle z lasu wyskoczyła maciora z małymi dzikami, przebiegły przez ścieżkę i wbiegły z powrotem między drzewa. A raz spotkaliśmy żubry. Tyle się mówi o tym, jak zachować się, gdy spotkamy niedźwiedzia, ale co zrobić z żubrem? Żubry też rozważały, co zrobić, a chwilę potem uciekły spłoszone.

2013-08-23-koniakow-beskid-slaski-dorota-i-marek-szala-www-gorskiewedrowki-blogspot-com Koniaków, Beskid Śląski, 2013 r.Czy podczas wędrówek w górach odkryliście jakieś ciekawe miejsca?

Marek: Na GSS zależało nam, żeby zatrzymać się na nocleg w polskim Betlejem. Wcześniej nie wiedzieliśmy, że w Polsce jest przysiółek o takiej nazwie. Podczas GSB zwiedziliśmy Pustelnię św. Jana z Dukli pod Nową Wsią, tam też odwiedziliśmy kaplicę Bernardynów i spędziliśmy dwie godziny na rozmowie z jednym zakonnikiem. Kiedyś, będąc na nartach w Beskidzie Śląskim na Soszowie, gdzie schronisko prowadzi młode małżeństwo, widzieliśmy, jak ich dzieci co rano wsiadały na sanki i zjeżdżały do Wisły, do szkoły.

Co daje Wam wspólne wędrowanie?

Marek: Wspólny czas i zabawę. Poznawanie ludzi, spotkanie z inną kulturą, np. podczas Redyku Karpackiego, który w ubiegłym roku przemierzył cały łuk Karpat. Człowiek inaczej patrzy na życie, codzienne potrzeby zmniejszają się do tych podstawowych.

Dorota: Bycie razem, bycie z przyrodą… Po pobycie w górach wracam rozpromieniona, wyjazd nakręca mnie do środy, a w środę już zaczynam kombinować, dokąd pojechać w weekend.

Czy wycieczki górskie są drogie?

Marek: Nie. W wyjazdach jednodniowych trzeba policzyć jedynie koszty dojazdu. Jadąc w grupie jest taniej, ale trzeba się dostosować do innych. Szlak Beskidzki można przejść za mniej niż tysiąc złotych śpiąc pod namiotem.

Dorota: Średnio trzeba liczyć ok. 35-40 zł za nocleg. Zdarzają się droższe (55 zł) i tańsze (25 zł za łóżko).

Nie macie samochodu, czy to Wam nie utrudnia wyjazdów w góry?

Marek: Wręcz ułatwia! Przecież jeśli ktoś jedzie samochodem, musi potem w to samo miejsce po niego wrócić. Za to jadąc pociągiem albo autobusem można sobie swobodniej zaplanować trasę. W Czechach często korzystamy z pociągów.

Dorota: Rozkłady jazdy są tam dobrze zsynchronizowane, że kiedy wchodzi się na dworzec ma się wrażenie, że pociąg na Ciebie czeka. Raz chcieliśmy jechać do Ostravicy. W trakcie przesiadki nie zrozumieliśmy się i Czesi przytrzymali dla nas specjalnie pociąg. Okazało się, że jechał do Ostravy, ale to i tak ładnie z ich strony.

2012-09-09-kondracka-przelecz-tatry-dorota-i-marek-szala-www-gorskiewedrowki-blogspot-com Kondracka Przełęcz, Tatry, 2012 r.Czy do wędrówek górskich z dziećmi potrzebny jest jakiś specjalny, drogi sprzęt?

Dorota: Nasz sprzęt jest z półki, do której sięgamy. Jesteśmy rodziną z czwórką dzieci, więc ta półka nie jest zbyt wysoka (śmiech). Nie mamy jakiegoś specjalistycznego sprzętu.

Marek: Jest tylko parę rzeczy, w których cenimy niezawodność ze względu na bezpieczeństwo, a to sprawiło, że sięgnęliśmy na nieco wyższą półkę, np. czołówki, które Ela zawsze nosi w swoim plecaku.

Dorota: Na pewno potrzebne są porządne buty. Przy długich wędrówkach szybko się ścierają, szczególnie, jeśli chodzi się z kilkunastokilogramowym plecakiem po asfalcie. My zmieniamy wtedy buty górskie na sandały. Noga wtedy trochę odpoczywa, a na stopach nie robią się bąble.

Niektórzy marzą o zdobywaniu Korony Ziemi, a Wy pokazujecie, ile gór mamy tuż pod nosem: i polskich, i czeskich, i słowackich…

Dorota, Ela, Marek: Ale my też marzymy o Koronie Ziemi! (śmiech)

Dorota: A tak na serio: cudze chwalicie, swego nie znacie. Polskie góry są piękne, są nasze, są blisko, więc dlaczego po nich nie chodzić?

Ela: W polskich schroniskach są najlepsze szarlotki, a w czeskich marlenki.

Marek: Jeśli chodzi o Korony, to rzeczywiście, jest ich całkiem sporo tu w okolicy. Mamy zdobytą Koronę Polskich Beskidów, a jesteśmy w trakcie, m.in. Korony Gór Polski, Sudetów i Beskidów. Przygotowaliśmy sobie książeczki na Sudety Niemieckie, ale to na bardziej odległą przyszłość. W najbliższych planach, czyli w tym roku, chcemy rozpocząć przejście Głównego Szlaku Sudeckiego na raty (w drugą stronę niż poprzednio).

Dorota: A z zagranicznych? Hm… Może przejście grani Tatr Niżnych?

Marek: Jako narzeczeństwo zorganizowaliśmy sobie wędrówkę polskim wybrzeżem, a teraz też wychodzimy na szlaki, nie tylko górskie. Np. mamy pomysł odwiedzenia wszystkich parków narodowych w Polsce. Warto, oprócz gór, zwiedzać także miejscowości i zabytki. W końcu – nie samymi górami człowiek żyje…

Z rodziną, która kocha góry i nie tylko, rozmawiała Małgorzata Czekaj

2013-09-05-swinica-tatry-dorota-i-marek-szala-www-gorskiewedrowki-blogspot-com-kopia Świnica, Tatry, 2013 r.Dorota i Marek Szala – czas dzieciństwa oraz bardzo wczesnej młodości spędzili przemierzając ścieżki i uliczki Alwerni, ich rodzinnej miejscowości. Tam pewnego dnia spotkały się ich drogi i tam rozpoczęli wspólną podróż przez życie. Od tamtego czasu minęło już więcej niż ćwierć wieku i choć od ponad dwóch dekad mieszkają w Krakowie, wciąż sercem blisko są swojej rodzinnej Alwerni. Lubią swoje miasta, zarówno to w którym się wychowali, jak i to w którym obecnie mieszkają, ale są w stanie zrobić niemal wszystko by znaleźć się na szlaku, pośród pól i łąk, lasów, gór lub gdziekolwiek indziej, gdzie przyroda ma swoje prawa, gdzie człowiek staje się jej cząstką. Uwielbiają podróże, a szczególnie upodobali sobie piesze wędrówki, które stały się ich wspólną życiową pasją. Towarzyszy im zwykle najmłodsze dziecko, jedenastoletnia córka Ela. Przemierzają razem przeważnie górskie szlaki, ale nie uważają gór i górskich wędrówek za coś jedynego, najlepszego. Spotkać ich można również na wyżynach i nizinach, czy na wybrzeżu. Liczy się kontakt z naturą, przyrodą, ale też ludzie, zabytki i kultura regionu. Taką formę aktywnego spędzania wolnego czasu preferują najbardziej i taką też promują na blogu „Zanim znów wyruszysz w góry” (www.gorskiewedrowki.blogspot.com), opisując szczegółowo przebyte szlaki i znajdujące się przy nich atrakcje. Dzielą się przy okazji wrażeniami i przeżyciami. W roku 2013 za dostrzeganie piękna wokół nas zostali wyróżnieni na Navigator Festival w Krakowie.

2012-09-08-jaskinia-mylna-tatry-dorota-i-marek-szala-www-gorskiewedrowki-blogspot-com Jaskinia Mylna w Tatrach, 2012 r.Ela Szala – uczęszcza do szkoły o profilu sportowym, gdzie trenuje piłkę ręczną. Przejawia jednak zainteresowania wieloma formami sportu m.in. narciarstwem, koszykówką, piłką nożną, a od niedawna również wspinaczką. Ciekawa świata, wytrwały towarzysz rodzinnych wędrówek górskich i innych, angażująca się w fazie ich planowania, realizacji, a potem dokumentowania na blogu „Zanim znów wyruszysz w góry”. Z górskich wypraw lubi te najbardziej urozmaicone oraz szlaki ze wsparciem technicznym w postaci łańcuchów, drabinek, czy klamer. Docenia wędrówki przeplatane z innymi atrakcjami takimi jak muzea, regionalna kultura (np. występy zespołów folklorystycznych), czy inną aktywnością np. parkiem linowym. Są one jak nagroda, która sprawia, że wysiłek i trud włożony w pokonanie góry staje się mniejszy. Do jej największych osiągnięć turystycznych zaliczyć należy zdobycie Korony Polskich Beskidów, wejście na najwyższy polski szczyt – Rysy (2499 m n.p.m.) oraz przebycie najdłuższego górskiego szlaku w Polsce – Głównego Szlaku Beskidzkiego o długości 519 km. W roku 2013 wyróżniona została przez Centralny Ośrodek Turystyki Górskiej PTTK złotą odznaką Głównego Szlaku Beskidzkiego. W tym samym roku podobną odznaką wyróżniona została przez Polskie Towarzystwo Tatrzańskie.

Share Button

WIĘCEJ DLA CIEBIE