Lis 152013
 

Na rowerze odwiedził Kaukaz i Bliski Wschód, pojechał na Ukraińskie Zakarpacie, wybrał się też na Bałkany i w Alpy. Podróżuje dla ludzi i ich głębszego poznania. O Armenii i nie tylko opowiada KAROL WERNER.

 Niedawno wróciłeś z wyprawy rowerowej po Kaukazie i Bliskim Wschodzie. Emocje pewnie już opadły, jak byś z perspektywy czasu podsumował wyjazd?

Faktycznie, minęły dwa miesiące od powrotu do domu, ale emocje tak do końca nie opadły. Cały czas spisuję wspomnienia na bloga, sklejam filmiki i obrabiam zdjęcia. Trochę się tego nazbierało i tak naprawdę w każdej wolnej chwili zajmuję się właśnie ubieraniem wspomnień w słowa i trudno mówić o emocjach, które opadły. Jeszcze bardziej wkręcam się w odwiedzone regiony, więcej o nich czytam, staram się więcej dowiedzieć. To taka samonapędzająca się maszyna i nie jest tak, że wraz z powrotem kończy się podróż.

Armenia. Mam wrażenie, że to kraj bardzo piękny, z bogatą historią, ale trochę zapomniany, jakby pomijany…

Zgadza się, mało który kraj ma taką historię, jak Armenia. Napadana przez sąsiadów stuleciami, równana z ziemią kraina, po prawdzie przywitała mnie deszczem i z perspektywy przemoczonych ciuchów, wrażenie było raczej średnie. Później było już coraz lepiej. Przepastne góry i co krok te niesamowicie stare Monastyry. Jeśli chodzi o turystykę, to nie jest tak, że turystów wcale tam nie ma, ale faktycznie znacznie mniej ludzi odwiedza Armenię niż, na przykład, Gruzję. Może bierze się to stąd, że komunikacja jest raczej utrudniona, a większość turystów zlatujących się w Kaukaz ląduje w Kutaisi i Tbilisi i nawet nie wiem, czy jest jakieś połączenie lotnicze Polski z Armenią.

Miałeś okazję poznać z bliska gościnność jej mieszkańców, a przynajmniej niektórych.

Faktycznie, było tak. Nocowaliśmy u ludzi w domach, byliśmy zapraszani na posiłki, czasem ktoś zatrzymywał się na poboczu, żeby obdarować nas brzoskwiniami, soczkiem, albo nawet… kremówkami.

Jak wygląda przyroda w Armenii z perspektywy rowerzysty?

Armenia to niesamowicie górzysty kraj, w którym podjazdy ciągną się całymi godzinami i rzadko kiedy zjeżdża się poniżej 1500 m n.p.m. Jest podzielona na wiele mikroklimatów i pogoda bywa bardzo kapryśna. Czasem wystarczyło wjechać na przełęcz, przejechać przez tunel, żeby doświadczyć diametralnej zmiany zarówno pogody, jak i krajobrazu. Znikały chmury, pojawiało się słońce i błękitne niebo. To samo z przyrodą. W jednym miejscu jest pięknie zielono i wilgotno, a za kilka kilometrów sucho, słonecznie, a ziemia jest doszczętnie spalona.

Jechaliście także przez Iracki Kurdystan. Jak postrzegasz ten rejon po wyprawie?

Świetnie! Nigdzie nie czuliśmy się tak bezpiecznie, jak tam! To znaczy, wszędzie czuliśmy się bezpiecznie (czasami mniej w Turcji), ale iracki Kurdystan zaskoczył nas wybitnie. Jest to region de facto leżący w granicach Iraku, ale niewiele ma z nim wspólnego. W ciągu całej irackiej wojny wybuchło tam raptem kilka bomb – ostatnia ładne kilka lat temu. Ludzie żyją na dużo wyższym poziomie materialnym, niż można by to było przypuszczać, a jedyne, co przypomina nam o tym, że gdzieś tam toczy się wojna, są punkty kontrolne policji przy wjazdach i wyjazdach z miast. Najczęściej kończyło się kontrolą paszportów, czasem herbatą , a raz zdarzyło się, że musieliśmy rozpakowywać sakwy. Naprawdę polecam!

Wróćmy wspomnieniami do poprzedniej wyprawy, na Ukraińskie Zakarpacie. Nie bałeś się tam jechać? Niektórzy uważają, że jest tam niebezpiecznie…

Pewnie, że jest niebezpiecznie. Tak samo niebezpiecznie jak w każdym innym miejscu na świecie. W Irackim Kurdystanie także miało być niebezpiecznie, w Iranie również. Faktycznie chodzą takie słuchy, że złodziejstwo na Ukrainie jest na wysokim poziomie, jednakże nie mieliśmy z tym styczności i na podstawie moich doświadczeń muszę je zdementować. Jest bardzo bezpiecznie!

Dlaczego warto pojechać na Zakarpacie?

Jest biednie, ale przez to ma się wrażenie, że prawdziwie. Ludzie uśmiechnięci, nie ma wielkomiastowego nadęcia. Człowiek ma wrażenie jakby czas płynął tam wolniej, ma czas wypocząć i w spokoju kontemplować piękne góry. No, i co równie ważne – jest to blisko. Na wyjazd majówkowy w sam raz.

Czy przed wyjazdem przygotowujesz się merytorycznie z wiedzy o odwiedzanych krajach? Podobno przed wyjazdem na Zakarpacie nauczyłeś się cyrylicy.

Tak właśnie było, ale poniekąd dlatego też, że zapisałem się na język rosyjski na uczelni. Niejako zmotywowało mnie to do nauczenia się chociaż tego alfabetu. Jeśli chodzi o samo przygotowanie merytoryczne to nie czytam jakoś mega dużo. Raczej staram się skupić na przygotowaniu trasy, tego co warto zobaczyć i czytaniu blogów ludzi, którzy już byli w danym miejscu. Jednakże zauważyłem ostatnio, że coraz mniej się przygotowuję przed wyjazdem i to nie z lenistwa. Jeśli jedziesz gdzieś świetnie przygotowana, to podświadomie skreślasz z listy odwiedzone miejsca, a jeśli jedziesz bez większego przygotowania, cieszysz się każdym miejscem, każdą sytuacją i wszystko Cie zaskakuje. Tak właśnie było w tym roku. Piotrek, z którym jechałem, ogarniał Gruzję i Armenię, ja zaś Iran, Iracki Kurdystan i Turcję. Tym sposobem kompletnie nie musiałem ruszać Kaukazu i wszystko mnie zaskakiwało, wszystko odbierałem w żywszych barwach.

Jak nawiązujesz kontakty ze spotkanymi ludźmi?

Uśmiech niszczy wszystkie bariery – zarówno kulturowe, jak i językowe. Czasem zadziwiające jest, jak można się dogadywać z ludźmi, z którymi nie ma się wspólnego języka. Przyjazne gesty i uśmiechy są rozumiane na całym świecie tak samo.

Często szukasz noclegu „na gospodarza”. Dlaczego grzeczność jest ważną cechą podróżnika?

To dla ludzi się podróżuje, a nie dla widoków, kościołów, muzeów czy innych fizycznych tworów. Z doświadczenia wiem, że najcieplej wspomina się spotkanych po drodze ludzi i to oni są faktyczną przyczyną, dla której chce się wyruszyć w świat. Tak, jak piszesz, lubię spać „na gospodarza”, ponieważ daje to niebywałe możliwości zagłębienia się w człowieka, jego kulturę, zwyczaje i… jedzenie. Czasem kontakt z gospodarzem ogranicza się do rozbicia namiotu na jego polanie, a czasem kończy się imprezą, grillem i bólem głowy dnia następnego. Jeśli chodzi o grzeczność i kulturę osobistą to raczej oczywiste, że bez tego ani rusz. Relacje interpersonalne między ludźmi bazują na grzeczności i nie da się z kimś porozumieć (nie mówiąc o polubieniu) będąc zwykłym chamem.

Rozmawiała Małgorzata Czekaj

Karol WernerKarol Werner – pochodzi ze średnio ładnej Rudy Śląskiej. Jednak nie narzeka – te kilka wyjazdów przekonało go, że nie jest aż tak bardzo źle i że są mniej atrakcyjne miejsca. Studiuje (wciąż) na Wydziale Mechanicznym-Technologicznym w Politechnice Śląskiej i wygląda na to, że uda mu się zakończyć studia z wynikiem pozytywnym. W wolnych chwilach dorabia w budowlance. Rowerem udało mu się odwiedzić ponad 20 krajów, w tym roku Gruzję, Armenię, Iran, Irak (Kurdystan), Turcję, Ukrainę, Rumunię i Słowację. I ciągle mu mało…

Share Button

WIĘCEJ DLA CIEBIE